28.09.2026

Ażeby w podsumowaniu roku zejść z jednego akapitu (gdzie i tak tego nie rozgraniczam pisząc siurkiem, tj. ciurkiem), przez co może ktoś przebrnie przez całość, na szybko i gorąco odpalam swoje wrażenia z Tower Transmissions XII - podobno ostatniej, finalnej edycji, ale to się zobaczy za dekadę. Może tak być jak z wieloma zespołami, że co roku organizują pożegnalne trasy. I, jak zwykle, nie obędzie się bez narzekania (w sumie to będzie jedno wielkie około muzyczne zrzędzenie losu) - taki już mój wiek, że jakby było wszystko cacy, to bym się nawet nie zająknął, a tak to... Znowu będzie o piwie - oczywiście najgorsze szczyny w klubie (o dziwo, zatęskniłem za Okocimiem z Gwarka dnia poprzedniego), jak na nację o bogatej i przepysznej historii tego płynu to aż się w głowie nie mieści, że to smakuje trochę lepiej od płynu hamulcowego. Tym razem był to butelkowany Meissner - 0,33 l w cenie 3,50 eurasów płatnych tylko gotówką, co się zdążyliśmy już przyzwyczaić, że 20 klubów za Odrą na 10 tylko taką formę płatności ogarnia, a fiskus jest bardziej rżnięty w podbrzusze od naszego. Ja rozumiem, że na gadżeciarni to jest norma, ale przy barze? A sam merch... Było tego trochę, zakupiło się także to i owo, aczkolwiek wyprzedaż/promocja płyt w cenie 10 EURO jakoś do mnie nie trafiła (thank you very merch). Linekraft mógłby też wziąć więcej koszulek słusznego rozmiaru, bo po nawałnicy na jego stoisku ostał się tylko rozmiar "L". A na Legię nie miałem ochoty... Na palarni taki tłok, że się stało jedną noga na schodach, a drugą w kiblu (i jeszcze się piętą spuszczało wodę) - mało kto wiedział, a odkryliśmy to dopiero na koniec, że z drugiej strony baru też są toalety, bez kolejkowe, bo wszyscy uderzali na te po trasie. Dojechać normalnie do klubu z apartamentu nie dało się, bo albo brak podwózki z klasą (Bolt niedostępny, a Uber i Freenow miały wyjebane w nas), albo transport bez klasy - tramwajem o astronomicznej cenie 3,60 EURO za bilet godzinny. Z buta też nie było łatwo, bo to 35 minut "zwiedzania" miasta. A samo Drezno (trochę poczytałem na dark webie o nim i nie wiem do końca czy wierzyć tamtejszym informacjom, że niby Drezdenko jest miastem partnerskim, a sam guru industrialu tam się właśnie urodził, jako Tren Dreznor)? Może i stare miasto jakoś jeszcze się prezentuje (patrząc przez szybę w tramwaju), to im dalej od niego, tym... No właśnie, do tej pory myślałem, że Liberec będzie numerem jeden leju po bombie, a tu dupa - Drezno na obrzeżach wygląda jak rysowanka 2-latka - może i czysto, ale wszystko, dosłownie wszystkie kamienice pomazane sprayem. I to nie jakieś artystyczne graffiti, tylko bazgroły chyba nawet markerem ciągnięte. Wszędzie! No i ceny też zacne, za obiad dwuosobowy wyjebaliśmy majątek (ale pierwszego dnia trafiliśmy na wyszynk z polskim kelnerem!) - na razie najdroższy posiłek jaki się jadło będąc w trasie! Dobre, zgoda, ale drogie w chuj! Na drugiej biegunce sieciówka Netto (do Edeki było tym razem za daleko), gdzie codziennie wynosiliśmy dwie pełne torby i ani razu nie wyszło ponad 100 zł. A ile polskich specjałów: Tyskie, Tarczyński, nawet parówki Berlinki się trafiły z germańskimi napisami: na oko - prawie żadnej różnicy niż rodzime - i tu i tam 90% mięsa. Jedyny mało zauważalny szczegół tkwił w tym, że u nas jest przecinek między tymi cyferkami... Nawet na stacjach benzynowych lipa, bo czynne tylko do północy. Warto odnotować jeszcze parę rzeczy: walkę kobiet na Pruriencie (swoją drogą Prudential mógłby zmienić nazwę na Prurient, a nie na Pru, jak już chcieli skracać) - znowu jakaś naćpana blondi (jak w Libercu) zaczęła atakować inne osoby, za co wylądował jej łeb na barierce. Tyle, że jednej z fanek porozcinała (pewnie pazurami) szyję. No cóż, była między nimi chemia, gdyż był to toksyczny, krótkotrwały, związek. Muzycznie? 1/2 sztosu. Mogliby wrzucić rozpiskę godzinową na FB, ale ktoś tam miał na to wyjebane - były tylko na telebimach wyświetlane czasówki. Podobnie z biletami kolekcjonerskimi - zazwyczaj na niemieckie eventy wysyłają (nawet do Polski) takowe bilety, a tutaj nie było ich wcale - na FB pisali (nawet zapodali ich zdjęcie), że tylko za dopłatą i w sumie chuj wie gdzie się o nie pytać. Linekraft i Robert Revell(acyjny był) to były najjaśniejsze punkty całego festiwalu. Ktoś idealnie dobrał tych Panów na sam początek i koniec imprezy! Nawet gość na hokerze (swoją drogą super pomysł) przy barierkach był zadowolony. Trochę żal, że się nie zwiedziło muzeum Kraszewskiego, do którego mieliśmy raptem 5 minut od prostokąta, ale jak się wstaje w sobotę po 13-ej to już czasu nie ma nawet na ścieranie pięt. Jeszcze tylko się zwiedziło sklepik (ba, supermarket!) Dynama Drezno, pozastanawiało, do czego służą w naszym lokum zamknięte drzwi - może ktoś pod naszą nieobecność sobie tam wchodzi, wącha nasze rzeczy osobiste - taki ichniejszy sanostolec, jak u nas prażynki z krocza Grażynki, draże kurwiarze, czy też sposób spędzania wolnego czasu na delektowaniu się alkoholem w samotności, tzw. drinkognito, bo, jak wiadomo, bakterie kałowe - smaczne i zdrowe! Fajnie też było się spotkać z Neithanem, a i Polaków była cała masa, może nawet więcej niż ich jest co roku na WIF-ie... W drodze powrotnej nastąpiła kuriozalna sytuacja z FlixBus-em, gdzie przed Katowicami (oj, tam na rondzie musiała być niezła kraksa, bo kołami do góry sobie leżało autko) dostaliśmy informację od kierowcy, że musimy zamienić pojazd z powodu awarii (czyżby o ten kibel otwierany śrubokrętem?), ale zaraz potem następny komunikat, że jednak nie, więc trochę było chaosu z tym związanego. 10 minut później na stacji benzynowej jednak zmieniliśmy autokar...
Moja klasyfikacja setów live z dwudniowego piekła:
01. Robert Revell
02. Linekraft
03. Pain Appendix
04. Prurient
05. Ke/Hil
06. Antivalium
07. Bomb The Daynursery
08. Derniere Volonté
09. Anna Gardeck
10. Green Army Fraction
11. Galerie Schallschutz
12. Darja Kazimira & Zura Makharadze
Następny nasz pobyt w Dreźnie (w tym samym klubie) już piątego grudnia: Genocide Organ!
ps. post sponsorowany przez szondacrypto, czyli kurewskie bitcoiny.
























06.09.2026

2026.09.03-05: Summer Dying Loud 2026, Muszla Koncertowa W MOSiR, Aleksandrów Łódzki

BLACK MAGNET 01
BLACK MAGNET 02
BLACK MAGNET 03
BLACK MAGNET 04
BLACK MAGNET 05
BLACK MAGNET 06
BLACK MAGNET 07
BLACK MAGNET 08
BLACK MAGNET 09
BLACK MAGNET 10
BLACK MAGNET 11
BLACK MAGNET 12
BLACK MAGNET 13
BLACK MAGNET 14
BLACK MAGNET 15
BLACK MAGNET 16
BLACK MAGNET 17
BLACK MAGNET 18
BLACK MAGNET 19
BLACK MAGNET 20
BLACK MAGNET 21
BLACK MAGNET 22
BLACK MAGNET 23
BLACK MAGNET 24
BLACK MAGNET 25
BLACK MAGNET 26
BLACK MAGNET 27
BLACK MAGNET 28
BLACK MAGNET 29
BLACK MAGNET 30
BLACK MAGNET 31
BLACK MAGNET 32
BLACK MAGNET 33
BLACK MAGNET 34
BLACK MAGNET 35
BLACK MAGNET 36
BLACK MAGNET 37
BLACK MAGNET 38
BLACK MAGNET 39


03.09.2026

2026.08.29: Leaether Strip, Urban Spree, Berlin























03.09.2026

2026.08.30: Fear Factory, Klub Kwadrat, Kraków




















22.08.2026

Weekendowa Podróż Życia (WPŻ PDW)! Ale gdzie? Paryż? Budapeszt? Berlin? Nein! To może chociaż Gdańsk, Zakopane lub Poznań? Też nie! To tylko, i aż, Łódź... Wyjść z domu (Kielce) na koncert w piątek o 12.00 i być z powrotem o 11.00 w sobotę, to naprawdę sztuka, która mi się udała. Aż sobie zalokuję półprodukt o nazwie PKP (czyt. Przepraszamy, Kurwa, Państwa, czyli pindolino - chujowy pociąg), który przyczynił się do niezapomnianych wrażeń. A co tam się nie działo na miejscu? Zaczęło się od rozgadanego złotówy, który cisnął nas na jaki to koncert tak śpieszymy. Skończyło się na puszczaniu w aucie... Xitocina - taki swoisty biforek, choć mało nie policzył za przejazd. Pierwszy raz się spotkałem z miejscówką, w której trzeba ściągać buty, ażeby wejść do środka. A tam wszędzie dywany, jakby jeszcze jeden pierdolnąć na ścianę, to bym pomyślał, że jesteśmy w cygańskim (przepraszam, CD-ROM-skim) pałacu. A tak to tylko chciałem uklęknąć i odjebać salat. A później na tymże dywaniku odlecieć w siną dal... Dopadły nas także flashbacki z Confession Club, w którym to, dzięki braku koncesji, można było wnosić swój alkohol, a jeszcze w ramach polepszenia stosunków z plebsem, udostępniano gratisowo lodówkę. Tutaj brakowało tego schłodzonego ostatniego, więc koncert bez piwka? No way - siup do najbliższej Żabki (można dzielić konto Żappka?) - nówka sztuka, akurat się otwierała, balony, czysto wszędzie, brak klientów, promocje - same plusy! Z minusów - brak procentowego alkoholu (koncesja dopiero frunie). A zerówkowe nie wchodziło w rachubę. W kolejnej Żabce takich problemów nie było. Kupione w puszcze, bo kij wie, czy na miejscu byłby otwieracz lub twardozębny osiłek. Ale to nic, najlepsze było po koncertach. Pomyliliśmy drogę i na dworzec szliśmy ponad 1h, co akurat nas średnio zmartwiło, bo mieliśmy czasu w ciul. A i tak na miejscu dowiedzieliśmy się o jebitnej obsuwie InterCity. I tak fajnie się siedziało na zewnątrz, paliło fajki, sączyło RedBulla, tylko że deszczur postanowił, że uderzy wraz z wiatrem akurat teraz. Na pomoc przyszedł nam zadaszony przystanek autobusowy, a do palenia parking rowerowy, który jako jedyny na całym placu (oprócz przystanku, a tam nie bardzo dało się kurzyć) był zadaszony. Jeszcze tylko żulik (to już jest jakaś norma) do nas podszedł o drobniaki pytać, a na moją odpowiedź, że nie używamy gotówki (sic!), ten zaproponował... przelew na Revoluta! Jak to się wszystko zmienia, niebawem żebrole będą z terminalami płatniczymi łazić... Ale i tak największą atrakcją był sam dworzec Łodź Kaliska (PKP, nie WOWtobusowy). Ja pamiętam jeszcze czasy w jego przebudowie i ogólnym pierdolniku dookoła, gdzie miałem się stawić po koncertach na peronie... 147 (tak strzelam z tą liczbą, bo już nie pamiętam, ale coś w ten deseń było) - mają rozmach skurkowańce, se pomyślałem. Z peronu widać stadion ŁKS-u, ale i tak, co "piękne" znajduje się na terenie samego dworca/poczekalni, ściślej pisząc w łazience (darmowej!) dworcowej. Z zewnątrz okey, ale w środku - męski przypominał szalet w parku miejskim lub toi toi na budowie. Jakby ktoś próbował czyścić kibel szczotką przed spuszczeniem dwójeczki; jakby ktoś przy podcieraniu się ujebał sobie łokieć; jakby ktoś w tym ustępie miał kupę racji; jakby tu się zaczynał cały system kałcyjny; jakby ktoś był tu z Lecha Poznań i się zesrał metr przed kiblem (Aarhus); jakby rana kłuta koło fiuta była wycierana o kran; jakby ktoś sobie obrał za cel stare powiedzonko: kiedy gówno wyjść nie może, sraj gdziekolwiek, to pomoże; jakby mleko w proszku się rozlało... Podobno w damskim za to pisuary były czyste i pachnące, ale nie weryfikowałem identyfikując się na kwadrans jako płeć przeciwna. Aż chce się zarefrenić Sidneya Polaka (wyjebanego z T.Love SMS-em) i jego hit "Chomiczówka":
ŁÓDŹ KALISKA, ŁÓDŹ KALISKA
nie przejmuj się, że Ci jedzie z pyska

ŁÓDŹ KALISKA, ŁÓDŹ KALISKA
tu patologia dopada Cię z bliska

ŁÓDŹ KALISKA, ŁÓDŹ KALISKA
tutaj gówno z kibla samo tryska

ŁÓDŹ KALISKA, ŁÓDŹ KALISKA
kurwy z ryja każdy non-stop ciska

ŁÓDŹ KALISKA, ŁÓDŹ KALISKA
bo to był kał, a nie jakaś szyszka

ŁÓDŹ KALISKA, ŁÓDŹ KALISKA
uważaj: podłoga od moczu śliska

ŁÓDŹ KALISKA, ŁÓDŹ KALISKA
nie ma tu pół wolnego siedziska

ŁÓDŹ KALISKA, ŁÓDŹ KALISKA
przyszła kryska na matyska

ŁÓDŹ KALISKA, ŁÓDŹ KALISKA
tu przeżywalność jest bardzo niska

ŁÓDŹ KALISKA, ŁÓDŹ KALISKA
gdzie KAŁabanga to są igrzyska

ŁÓDŹ KALISKA, ŁÓDŹ KALISKA
każdy tu straci, a nikt nie zyska

ŁÓDŹ KALISKA, ŁÓDŹ KALISKA
atmosfera brutalnie uciska

...i mógłbym tak bez końca...
PA, KOCHANI! KOCHAM WAS!!

p.s. no dobra, trochę podkoloryzowałem na żółto i brązowo (jak to te słynne majtki: z przodu żywiec, z tyłu wedel) opis tego kibla, ale ludzie potrafią być takimi jebanymi syfiarzami, żeby zostawić po sobie taki gnój...






22.08.2026

Idealny pracodawca nie istn...


22.08.2026

2026.08.21: Noise Night (Girl A), Cyrk Pod Zielonym Xiężycem, Łódź














10.08.2026

2026.08.08: Tapes of Utopia 8: Before Off Festival (Grzegorz Stępień + Pleśń + Larmo + Yanari + corpselight), SIP ZIP, Katowice

TAPES OF UTOPIA 01
TAPES OF UTOPIA 02
TAPES OF UTOPIA 03
TAPES OF UTOPIA 04
TAPES OF UTOPIA 05
TAPES OF UTOPIA 06
TAPES OF UTOPIA 07
TAPES OF UTOPIA 08
TAPES OF UTOPIA 09
TAPES OF UTOPIA 10
TAPES OF UTOPIA 11
TAPES OF UTOPIA 12
TAPES OF UTOPIA 13
TAPES OF UTOPIA 14
TAPES OF UTOPIA 15
TAPES OF UTOPIA 16
TAPES OF UTOPIA 17
TAPES OF UTOPIA 18
TAPES OF UTOPIA 19
TAPES OF UTOPIA 20
TAPES OF UTOPIA 21
TAPES OF UTOPIA 22
TAPES OF UTOPIA 23
TAPES OF UTOPIA 24
TAPES OF UTOPIA 25
TAPES OF UTOPIA 26
TAPES OF UTOPIA 27
TAPES OF UTOPIA 28
TAPES OF UTOPIA 29
TAPES OF UTOPIA 30
TAPES OF UTOPIA 31
TAPES OF UTOPIA 32
TAPES OF UTOPIA 33
TAPES OF UTOPIA 34
TAPES OF UTOPIA 35
TAPES OF UTOPIA 36
TAPES OF UTOPIA 37


10.08.2026

2026.08.08: Caro Mane, Klub Gwarek, Kraków


















26.07.2026

2026.07.25: SkullBong + Smoła + LWSTNDRDS + NOOSELICKER, Klub Piękny Pies, Kraków












23.07.2026

2026.07.17: The Bug Presents: Pressure, Club GRETCHEN, Berlin


The Bug Presents: Pressure 01
The Bug Presents: Pressure 02
The Bug Presents: Pressure 03
The Bug Presents: Pressure 04
The Bug Presents: Pressure 05
The Bug Presents: Pressure 06
The Bug Presents: Pressure 07
The Bug Presents: Pressure 08
The Bug Presents: Pressure 09
The Bug Presents: Pressure 10
The Bug Presents: Pressure 11
The Bug Presents: Pressure 12
The Bug Presents: Pressure 13
The Bug Presents: Pressure 14
The Bug Presents: Pressure 15
The Bug Presents: Pressure 16
The Bug Presents: Pressure 17
The Bug Presents: Pressure 18
The Bug Presents: Pressure 19
The Bug Presents: Pressure 20
The Bug Presents: Pressure 21
The Bug Presents: Pressure 22
The Bug Presents: Pressure 23
The Bug Presents: Pressure 24
The Bug Presents: Pressure 25
The Bug Presents: Pressure 26
The Bug Presents: Pressure 27
The Bug Presents: Pressure 28
The Bug Presents: Pressure 29
The Bug Presents: Pressure 30
The Bug Presents: Pressure 31
The Bug Presents: Pressure 32
The Bug Presents: Pressure 33
The Bug Presents: Pressure 34
The Bug Presents: Pressure 35
The Bug Presents: Pressure 36
The Bug Presents: Pressure 37
The Bug Presents: Pressure 38
The Bug Presents: Pressure 39
The Bug Presents: Pressure 40
The Bug Presents: Pressure 41
The Bug Presents: Pressure 42
The Bug Presents: Pressure 43
The Bug Presents: Pressure 44
The Bug Presents: Pressure 45
The Bug Presents: Pressure 46
The Bug Presents: Pressure 47
The Bug Presents: Pressure 48
The Bug Presents: Pressure 49
The Bug Presents: Pressure 50
The Bug Presents: Pressure 51


14.07.2026

2026.07.11: Martyrmachine + Rózga, Klub Baza, Kraków
































21.06.2026

2026.06.20: The Fall Of Patriarchy, PUB Pod Ziemią, Kraków










20.06.2026

2026.06.19: LARMO, Drzwi Zwane Koniem, Katowice




















16.06.2026

2026.06.12-13: Songs For The Dead Horses 5.0 (Folwark Zwierzęcy), Wyjście Awaryjne, Opole





Plenipotent Spocony:
















07.06.2026

BUDAPESZT 2026!



























2026.06.03: Man + Machine, Dürer Kert, Budapeszt [Budapest, Hungary]:
MAN + MACHINE 01
MAN + MACHINE 02
MAN + MACHINE 03
MAN + MACHINE 04
MAN + MACHINE 05
MAN + MACHINE 06
MAN + MACHINE 07
MAN + MACHINE 08
MAN + MACHINE 09
MAN + MACHINE 10
MAN + MACHINE 11
MAN + MACHINE 12
MAN + MACHINE 13
MAN + MACHINE 14
MAN + MACHINE 15
MAN + MACHINE 16
MAN + MACHINE 17
MAN + MACHINE 18
MAN + MACHINE 19

2026.06.03: Cabaret Voltaire, Dürer Kert, Budapeszt [Budapest, Hungary]:
CABARET VOLTAIRE 01

CABARET VOLTAIRE 02
CABARET VOLTAIRE 03
CABARET VOLTAIRE 04
CABARET VOLTAIRE 05
CABARET VOLTAIRE 06
CABARET VOLTAIRE 07
CABARET VOLTAIRE 08
CABARET VOLTAIRE 09
CABARET VOLTAIRE 10
CABARET VOLTAIRE 11
CABARET VOLTAIRE 12
CABARET VOLTAIRE 13
CABARET VOLTAIRE 14
CABARET VOLTAIRE 15
CABARET VOLTAIRE 16
CABARET VOLTAIRE 17
CABARET VOLTAIRE 18
CABARET VOLTAIRE 19
CABARET VOLTAIRE 20
CABARET VOLTAIRE 21
CABARET VOLTAIRE 22
CABARET VOLTAIRE 23
CABARET VOLTAIRE 24

2026.06.05: Distorting A Woodpecker + Macskalany X Floppaboy + Woods Mattress + Dei Xhrist + Last Action + Közért, S8 Underground Club, Budapeszt [Budapest, Hungary]:
ZDJĘCIE 01

ZDJĘCIE 02
ZDJĘCIE 03
ZDJĘCIE 04
ZDJĘCIE 05
ZDJĘCIE 06
ZDJĘCIE 07
ZDJĘCIE 08
ZDJĘCIE 09
ZDJĘCIE 10
ZDJĘCIE 11
ZDJĘCIE 12
ZDJĘCIE 13
ZDJĘCIE 14
ZDJĘCIE 15
ZDJĘCIE 16
ZDJĘCIE 17
ZDJĘCIE 18
ZDJĘCIE 19
ZDJĘCIE 20
ZDJĘCIE 21
ZDJĘCIE 22
ZDJĘCIE 23
ZDJĘCIE 24
ZDJĘCIE 25
ZDJĘCIE 26
ZDJĘCIE 27
ZDJĘCIE 28
ZDJĘCIE 29
ZDJĘCIE 30
ZDJĘCIE 31
ZDJĘCIE 32
ZDJĘCIE 33
ZDJĘCIE 34
ZDJĘCIE 35
ZDJĘCIE 36
ZDJĘCIE 37
ZDJĘCIE 38
ZDJĘCIE 39
ZDJĘCIE 40
ZDJĘCIE 41
ZDJĘCIE 42
ZDJĘCIE 43
ZDJĘCIE 44
ZDJĘCIE 45
ZDJĘCIE 46
ZDJĘCIE 47
ZDJĘCIE 48
ZDJĘCIE 49
ZDJĘCIE 50
ZDJĘCIE 51
ZDJĘCIE 52
ZDJĘCIE 53
ZDJĘCIE 54
ZDJĘCIE 55
ZDJĘCIE 56
ZDJĘCIE 57
ZDJĘCIE 58
ZDJĘCIE 59
ZDJĘCIE 60
ZDJĘCIE 61


01.06.2026

2026.05.29-30: Defibrylator Vol. 11, Szperek, Ośrodek Lido, Antonin



DEFIBRYLATOR 11 - 001
DEFIBRYLATOR 11 - 002
DEFIBRYLATOR 11 - 003
DEFIBRYLATOR 11 - 004
DEFIBRYLATOR 11 - 005
DEFIBRYLATOR 11 - 006
DEFIBRYLATOR 11 - 007
DEFIBRYLATOR 11 - 008
DEFIBRYLATOR 11 - 009
DEFIBRYLATOR 11 - 010

DEFIBRYLATOR 11 - 011
DEFIBRYLATOR 11 - 012
DEFIBRYLATOR 11 - 013
DEFIBRYLATOR 11 - 014
DEFIBRYLATOR 11 - 015
DEFIBRYLATOR 11 - 016
DEFIBRYLATOR 11 - 017
DEFIBRYLATOR 11 - 018
DEFIBRYLATOR 11 - 019
DEFIBRYLATOR 11 - 020
DEFIBRYLATOR 11 - 021
DEFIBRYLATOR 11 - 022
DEFIBRYLATOR 11 - 023
DEFIBRYLATOR 11 - 024
DEFIBRYLATOR 11 - 025
DEFIBRYLATOR 11 - 026
DEFIBRYLATOR 11 - 027
DEFIBRYLATOR 11 - 028
DEFIBRYLATOR 11 - 029
DEFIBRYLATOR 11 - 030
DEFIBRYLATOR 11 - 031
DEFIBRYLATOR 11 - 032
DEFIBRYLATOR 11 - 033
DEFIBRYLATOR 11 - 034
DEFIBRYLATOR 11 - 035
DEFIBRYLATOR 11 - 036
DEFIBRYLATOR 11 - 037
DEFIBRYLATOR 11 - 038
DEFIBRYLATOR 11 - 039
DEFIBRYLATOR 11 - 040
DEFIBRYLATOR 11 - 041
DEFIBRYLATOR 11 - 042
DEFIBRYLATOR 11 - 043
DEFIBRYLATOR 11 - 044
DEFIBRYLATOR 11 - 045
DEFIBRYLATOR 11 - 046
DEFIBRYLATOR 11 - 047
DEFIBRYLATOR 11 - 048
DEFIBRYLATOR 11 - 049
DEFIBRYLATOR 11 - 050
DEFIBRYLATOR 11 - 051
DEFIBRYLATOR 11 - 052
DEFIBRYLATOR 11 - 053
DEFIBRYLATOR 11 - 054
DEFIBRYLATOR 11 - 055
DEFIBRYLATOR 11 - 056
DEFIBRYLATOR 11 - 057
DEFIBRYLATOR 11 - 058
DEFIBRYLATOR 11 - 059
DEFIBRYLATOR 11 - 060
DEFIBRYLATOR 11 - 061
DEFIBRYLATOR 11 - 062
DEFIBRYLATOR 11 - 063
DEFIBRYLATOR 11 - 064
DEFIBRYLATOR 11 - 065
DEFIBRYLATOR 11 - 066
DEFIBRYLATOR 11 - 067
DEFIBRYLATOR 11 - 068
DEFIBRYLATOR 11 - 069
DEFIBRYLATOR 11 - 070
DEFIBRYLATOR 11 - 071
DEFIBRYLATOR 11 - 072
DEFIBRYLATOR 11 - 073
DEFIBRYLATOR 11 - 074
DEFIBRYLATOR 11 - 075
DEFIBRYLATOR 11 - 076
DEFIBRYLATOR 11 - 077
DEFIBRYLATOR 11 - 078
DEFIBRYLATOR 11 - 079
DEFIBRYLATOR 11 - 080
DEFIBRYLATOR 11 - 081
DEFIBRYLATOR 11 - 082
DEFIBRYLATOR 11 - 083
DEFIBRYLATOR 11 - 084
DEFIBRYLATOR 11 - 085
DEFIBRYLATOR 11 - 086
DEFIBRYLATOR 11 - 087
DEFIBRYLATOR 11 - 088
DEFIBRYLATOR 11 - 089
DEFIBRYLATOR 11 - 090
DEFIBRYLATOR 11 - 091
DEFIBRYLATOR 11 - 092
DEFIBRYLATOR 11 - 093
DEFIBRYLATOR 11 - 094
DEFIBRYLATOR 11 - 095
DEFIBRYLATOR 11 - 096
DEFIBRYLATOR 11 - 097
DEFIBRYLATOR 11 - 098
DEFIBRYLATOR 11 - 099
DEFIBRYLATOR 11 - 100
DEFIBRYLATOR 11 - 101
DEFIBRYLATOR 11 - 102
DEFIBRYLATOR 11 - 103
DEFIBRYLATOR 11 - 104
DEFIBRYLATOR 11 - 105
DEFIBRYLATOR 11 - 106
DEFIBRYLATOR 11 - 107
DEFIBRYLATOR 11 - 108
DEFIBRYLATOR 11 - 109
DEFIBRYLATOR 11 - 110
DEFIBRYLATOR 11 - 111


13.05.2026

Warszawa + Berlin + PRL



















13.05.2026

2026.05.10: Lunacy, Garage Pub, Kraków





13.05.2026

2026.05.10: Impermanence, Garage Pub, Kraków
















13.05.2026

2026.05.05: Pharmakon, VooDoo Club, Warszawa









13.05.2026

2026.05.05: Purulent Circle, VooDoo Club, Warszawa




13.05.2026

2026.05.05: Lichte, VooDoo Club, Warszawa








27.04.2026

Heh, mam ostatnio szczęśliwe oko do wyłapywania tego i owego - tym razem serial "Harry Hole", czyli norweska produkcja i wszystko jasne (+ bonus) ;)



26.04.2026

Przed koncertem JK Flesh/Larmo


26.04.2026

Taki screen z filmu "Operacja Maldoror".


26.04.2026

2026.04.25: JK Flesh + Larmo, Niebo, Warszawa














16.04.2026

Polecam tego kwiatka ze Społem!


25.04.2026

2026.04.21: Author & Punisher, Klub Zaścianek, Kraków














18.04.2026

2026.04.17: Rozdarty Tour 2026 (Viral Decay) @ Chicago Kielce








16.04.2026

NOISE FEST CZECH REPUBLIC 2026

ZDJĘCIE 01
ZDJĘCIE 02

ZDJĘCIE 03
ZDJĘCIE 04
ZDJĘCIE 05
ZDJĘCIE 06
ZDJĘCIE 07
ZDJĘCIE 08
ZDJĘCIE 09
ZDJĘCIE 10
ZDJĘCIE 11
ZDJĘCIE 12
ZDJĘCIE 13
ZDJĘCIE 14
ZDJĘCIE 15
ZDJĘCIE 16
ZDJĘCIE 17
ZDJĘCIE 18
ZDJĘCIE 19
ZDJĘCIE 20
ZDJĘCIE 21
ZDJĘCIE 22
ZDJĘCIE 23
ZDJĘCIE 24
ZDJĘCIE 25
ZDJĘCIE 26
ZDJĘCIE 27
ZDJĘCIE 28
ZDJĘCIE 29
ZDJĘCIE 30
ZDJĘCIE 31
ZDJĘCIE 32
ZDJĘCIE 33
ZDJĘCIE 34
ZDJĘCIE 35
ZDJĘCIE 36
ZDJĘCIE 37
ZDJĘCIE 38
ZDJĘCIE 39
ZDJĘCIE 40
ZDJĘCIE 41
ZDJĘCIE 42
ZDJĘCIE 43
ZDJĘCIE 44
ZDJĘCIE 45
ZDJĘCIE 46
ZDJĘCIE 47
ZDJĘCIE 48
ZDJĘCIE 49
ZDJĘCIE 50
ZDJĘCIE 51
ZDJĘCIE 52
ZDJĘCIE 53
ZDJĘCIE 54
ZDJĘCIE 55
ZDJĘCIE 56
ZDJĘCIE 57
ZDJĘCIE 58
ZDJĘCIE 59
ZDJĘCIE 60
ZDJĘCIE 61
ZDJĘCIE 62
ZDJĘCIE 63
ZDJĘCIE 64
ZDJĘCIE 65
ZDJĘCIE 66
ZDJĘCIE 67
ZDJĘCIE 68
ZDJĘCIE 69
ZDJĘCIE 70
ZDJĘCIE 71


16.04.2026

Czeskie (Brno, Ołomuniec) noisefestowe wspominki...


















15.04.2026

2026.04.12: Acidsloth, Klub Gwarek, Kraków










15.04.2026

2026.04.09: Bong-Ra, Klub Zaścianek, Kraków











04.04.2026

2026.03.27-28: ELEKTROANSCHLAG 2026, Altenburger Brauerei, Altenburg











































04.04.2026

2026.04.03: Killthemachines + Blasphemous Worshiping Satan, SNY, Kraków
























31.03.2026

2026.03.29: Kondratie, Klub Baza, Kraków





30.03.2026

2026.03.26: Soastasphrenas, Klub Baza, Kraków







18.03.2026

2026.03.15: Eyes, Piąty Dom, Katowice




















18.03.2026

2026.03.15: Czerń, Piąty Dom, Katowice









18.03.2026

2026.03.15: Męty, Piąty Dom, Katowice






28.02.2026

2026.02.17: Ho99o9, Hydrozagadka, Warszawa









28.02.2026

2026.02.26: KSY, Piąty Dom, Katowice







28.02.2026

2026.02.26: snakeatsnake, Piąty Dom, Katowice















25.02.2026

Pozdro z Opola (NoxFest 4)


08.02.2026

TVP zrobiło remaster starych odcinków Smerfów na VOD. I jak zwykle robił to ktoś po pijaku - jak to przy wcześniejszych serialach bywało - mylono tytuły odcinków, numerację, losowo odnawiali... Ale już przy Smerfach to ktoś chyba doił denaturat, bo przy odcinku "Ostatni Krzak Smerfojagód" za bardzo się wczytał w Wikipedię, gdzie dość klarownie jest rozpisana numeracja poszczególnych odcinków, tytuły oryginalne oraz polskie z lat 80-tych, a także z nowszej wersji - 2006 r., tudzież 2010 r. Z tymi ostatnimi datami jest taki problem, że nie wszystkie odcinki są zrekonstruowane cyfrowo (lub też odnowione na odwal się), a tych, których brakuje oznaczono jako "nie wykonano nowej wersji". No i przychodzi właśnie odcinek już wspomniany, i co widzimy na planszy? Screen poniżej ;) Brawo, geniusze z TVP!



18.01.2026

2026.01.16: No Face No Case (Erik Havoc + OG BWS/Frvnek), Klub Baza, Kraków























11.01.2026

2026.01.10: Nu Metal Night (Jenna Eight), Oliwa Pub, Kraków
















06.01.2026

O roku, uff!
Bogactwo koncertowe, jakie miało miejsce w mijających dwunastu miesiącach przekroczyło stan krytyczny. No to lecim z listą zespołów, które udało mi się zobaczyć w ubiegłym roku (alfabetycznie):
]]]][[[[
2nd Face
Acid Row
Agima Sun
Agonised Too
AION
Alfah Femmes
Allarme
Alles x 2
Alos
AmbiViolence
Amorphous
Ampacity
An On Bast
Ancient Methods
Animozja
Ankor
Arlekin
Artur Rumiński x 2
Ash Nazg Burz
Ater
Autechre
Author & Punisher
Autoscopy
Bartek Kalinka x 2
Between The Buried And Me
Bezdech
Black Bleeding
Black Philip
Black Star Mantra
Blackkay
Blasphemous Worshiping Satan
Blind Delon
Bloodred Hourglass
Blood And Sun
Body Void
Bön
Bong-Ra
Bother
Boys Noize
Brat
Bright Ophidia
Brighter Death Now
Burden x 3
Burning Sky
Buzz Kull
C.H. District
Cabaret Grey
Caro Mane
Ceremony Long
Chryja
Ciśnienie
Cobra Spell
COEVO
Conquer Divide
Coramine
Crowbar
CTIB
Current 93
Cursed Darkness
Cut Hands
CYBERCORPSE
Daemon Ex Machina
Dame Tu Alma
A Dark Reborn
Dark Side
Das Ich
Data Void
Davide Pepe
De/Vision
Dead Posey
Dead Tahiti
DeadDue
Deadline
Death Reapers x 2
Der Blutharsch And The Infinite Church Of The Leading Hand
Desert Drone
Desiderii Marginis
Despizer
Deux Lynx
Devaner
Diary Of Dreams
Die Krupps
dISHARMONY
Disposable Soma
DJ Zverokvark
Dlina Volny
Drab Majesty
Düsseldorf x 3
Dystopian Control x 3
Eat My Teeth
Echoberyl
Egoist
Ekhto
Ekotonika
Eleine
Elektryczność
Entropia
Error Theory
Fear Factory
Fiasko
Final Stage
Fix8:Sed8
Flower And Pines
Forced To Mode
Frayle
Frett
Frozen Plasma
Fugitivus
Full Of Hell
Galaktyka Mięsa (Galaxy Of Flesh)
Gash Faith x 5
Gen 26
Godflesh
Goralenvolk
Gothminister
Government Alpha
Gravestone
Grief, Christ
H.EXE
Hallbar x 2
Halls Of Oblivion
Halny
The Halo Effect
Hämatom
Hanzo Hasashi x 2
Hastings Of Malawi
Headwinds
Heimstatt Yipotash
Here On Earth
Hermann Kopp & Am Not
Hermodice
Hexendecimal
HiHelga
Hiroszyma x 2
Hoax Of Upsala
Hobokobold
Humiliation
Hydra
Hypovolaemia
Ikahari
Induction
Innersphere
Insomnia
Invocation Nature Euphoria
Jad
Jeremiah Kane
Jesus On Extasy
Job Karma
John Duncan
Johnny Tupolev
Jude x 2
The Juggernauts
kakofoNIKT
KAVE
KEstrella
Kenopsja
Khirki
King Satan
Klogr
Kontagion
Kontravoid
KSY
KYLESA
L.U.C.A.
Lakeside X x 2
Larmo x 7<-> ZWYCIĘZCA! (PO RAZ KOLEJNY)
Las Trumien
Last Penance
Leaether Strip
Leaves' Eye
Les Chasseurs De La Nuit
Lie After Lie
little man, figurine
Livgone
Lotus Reaction
Lunacy
LWSTNDRDS
Machine Head
Madmoizel
Marilyn Manson
Martyrmachine
Massacre
Mastodon
Mazut
Meä Culpa
Meandry
Meta Meat
Metradar
Męty x 2
Michał Kiełbasa
Milczenie
Mind Affliction
Ministry
MOAN
Mono No Aware
Monster Hurricane Wihajster
Moon Valley
MorphiuM
Mundivore
Mutual Trust
Nachtmahr
Najakotiva
Nameless Creations
Napalm Death
Napieprzanko x 3
NER\OGRIS
Nim Nadejdzie Jesień
Nine Inch Nails
Nitzer Ebb
Noiseniors + monaW + Chrup
NOORD
Nostrrromo
November Might Be Fine
Nytt Land
O.D.R.A
Obituary
Obsidian Mantra
Oderfisch x 2
Odyum
OFF-COURSE
Ohyda
Okrutnik
Olaf Olafsonn And The Big Bad Trip
Oldmold
Ordo Rosarius Equilibrio
owls woods graves
Paganland
Pain
Parasites' Haven x 2
Past Glories
Pastry
Paterna Spirituum
Pełzak
Piki
Pimpon
Pokurcz
Portion Control
Purulent Circle
Quantum Void
Raison D'Etre
Rites Of Fall
Roksana Niewiadomska
Rosegarden
Rotersand
Runaway Devils
Russell Haswell
S O M A
S.P.O.C.K
Sacrimonia
Säkkikangas
SARS
Sautrus
Schiza
Schloss Tegal
Scythe Of Sorrow
Second Life
Semprah x 2
Serotonin Zero
Setheist
Seven Kingdoms
Shagreen
Shantidas
Shearling
Shrot
Sighs Of Death
Six Steps Forward
Slasia + Szajerka
Sleepwalk
Slow Slow Loris
SLPWK x 3
Smauż
Smoke Rites
Solar Fake
Solar Trip
Solitary Experiments
Sonance
Still The Same
Stoneman
Straight Razor
Striker
SubLunar
Suicide Commando x 2
Sun No More
Swallow Earth
Swaycage
System Noire
Szklane Oczy
Sznur (noise) x 3
Sznur (metal)
SZNYT
Techniques Berlin
Temperance
Test Dept
TFJR x 3
Thaw
Thorofon
Thundermother
To Avoid
Toń
Torschlusspanik
Torul
Toxaemia
Treny
Tribulation
Turmalin
Turmion Katilot
UFO Shadow
Unify Separate
Unleash The Archers
Uulliata Digir
Vamacara
Der Verlorene Faden
Vernissage
Vilgoć x 2
VNV Nation
Volt Ritual
Vox Low
Vulvarine
VVV [Trippin'you]
Waterside
Weedcraft
Weedow
WhoreMother
Wisielec
World, Interrupted x 3
Worms Of Senses
Worran
Wrong!
Xitocin x 2
Yanari x 2
Ygaam
The Young Gods
Zabloudil/a
Zadushka x 2
Zakaz Palenia
Zdechły Anioł
ZŁE OkO x 2
Złygüst
Zona R-1
ZyniC
Sporo, co? Wiadomo, że robotę zrobiły festiwale (WIF, Defibrylator, itp. i TEDE), co nie zmienia faktu, że trochę się bywało tu i ówdzie. Czy to ostatni tak bogaty w koncerty rok? Bynajmniej aczkolwiek jednakże azaliż! I to pomimo choroby, na którą zapadłem, czyli na bolimię (od BOLI MIĘ), tudzież funkcjonuje nazwa krosterkeller, a na żadne z powyższych nie działa już drapacholin. Zastanawiałem się co jest gorsze: krwiomocz czy krwiokał, i napiszę Wam, że najgorsze jest combo jednego i drugiego, szczególnie jak jedynka z dwójką idą w parze. I nie da się tego wyjaśnić tym, że dwa tygodnie temu jadłem buraczki... Był kiedyś taki piłkarz - Basile Boli - ten to dopiero musiał cierpieć. A zaczęło się (to moje koncertowanie) niezbyt fajnie, bo sporo kapel nakręciłem pełnych setów, jedni byli zadowoleni, inni mniej, trochę półkowników przybyło, ale jednemu zespołowi nie daruję, choć nazwę pominę. Po nagranym koncercie, podszedł do mnie jeden z jego członków z prośbą o udostepnienie całej nagrywki. Nie ma sprawy, nie raz tak robiłem, ale oni nie dość, że sobie wrzucili na kanał cały set to nawet się nie zająknęli, kto go nagrał (żadnych creditsów) - cóż, temu zespołowi już podziękuję - na bank nie pojawię się na ich żadnym koncercie. Chyba, że dobrze zapłacą... Nie koniec było negatywnych zdarzeń, od których zaczynam, np. na koncercie Gash Faith w krakowskiej Bazie jeden z uczestników tak się zamachnął (niechcący), że wyjebał mi prawie całe piwo na bluzę Cannibal Corpse. A dopiero co była prana, więc to kolejne zdarzenie tej bluzy z tym klubem. Złą informacją było także odwołanie koncertów Gutalaxa w Polsce, choć do teraz nie znam powodu takiej decyzji. Przebił ich jednak KMFDM, który przełożył całą europejską trasę (który to już raz Polska nie ma farta - już od 2005 r. czekam na nich - zdjęcie 37), a miałem już bilety na Kraków i Warszawę - to kolejne moje podejście do Kapt'n i kolejny raz w dupę. Pierwszy raz odwiedziłem klub Mechanik w stolicy, i ogólnie byłoby dość sympatycznie, gdyby nie przeciekający szklany dach (topiący się śnieg zimą; za drugim razem z dachem było już wszystko w porządku, ale z drzwiami do kibla już niekoniecznie - zdjęcie 10) i dziwny hotel, gdzie dwa razy wymienialiśmy kartę wejścia, bo się nagminnie psuła. A wszystko to na poziomie 9. piętra, gdzie w swoim bloku na takowym mieszkam, więc za każdym razem, gdy wjeżdżaliśmy na górę, śpiewałem sobie kielecką piosenkę (na modłę "nic się nie stało"): piętro dziewiąte, najbardziej poniżające, piętro dziewiąte, poniżające w chuj! A do tego jeszcze zimnica i burza śnieżna - nie był to wybitnie zdrowotny wypad na początku stycznia do Warszawy na Noir Fest (mimo to na zdjęciu nr 5 wyglądam na zadowolonego). Powtórzyłem eskapadę na to wydarzenie do Łodzi, hotel był już w miarę okey (HoildayInn; zdjęcie 6 - lekko chybotliwa popielniczka), ale papier toaletowy... normalnie bibułka. Zanim zerwałem listek już był w częściach, kończyło się to zawsze na podcieraniu (chcąc nie chcąc) palcem. Ażeby im to uświadomić, wycierałem go w umywalkę, taka moja zemsta. Ale przynajmniej dwie karty chipowe dostałem, co nie wyciągałem jednej w ogóle z konsoli, by się wszystko nie zresetowało (ogrzewanie) do ustawień fabrycznych. Jeszcze tylko lampka mi świeciła całą noc, bo za chuja nie mogłem znaleźć wyłącznika, a wyjmować karty nie było sensu. Najbardziej mnie jednak tam zmęczyło nie nagrywanie koncertów (ani praca, ani dojazd), ale... Karczma u Chochoła - tak się nażarłem, że nie miałem, z powodu senności, chęci na nic. Czasami tam się stołuję, bo jedzenie zawsze na wysokim poziomie. Aż sobie musiałem między końcem koncertów a afterparty pójść na kwaterę (pięć minut piechotą), byle się chociaż na godzinę kimnąć i wrócić na parkiet. Tyle, że gdy już wstałem była akurat 6.49 rano, więc chyba after się już zakończył... A na występie Alles ktoś nie pomyślał do końca z puszczaniem mgły z dymiarki, bo jak się wokalista schylał coś tam pogrzebać w swoich gratach, to dostał z niej w ryj tak, że aż ja jęknąłem. Ogólnie cały styczeń jechałem na niedoleczeniu - przeziębienie i gorączka (na dowód - zdjęcie 1). Innym ciężkim momentem była likwidacja palarni w Potoku - tam zrobili jakąś ankietę i już było wiadomo przed ogłoszeniem wyników, że przepastny pokój zostanie przerobiony na karaoke. Teraz trzeba wyłazić na parking, co w zimę powoduje wyjebanie się na lodzie tam zalegającym. No, ale teraz po pijaku można sobie popierdzieć w mikrofon w ciepełku... W Potoku spotkałem się także z kiblem dla VIP-ów (zdjęcie 2). A może to babcia klozetowa akurat miała przerwę w pilnowaniu, a że taboret dla niej za twardy... Raz tam byłem świadkiem afery przy barze, jak jakiś podchmielony KURWA JEGOMOŚĆ zażartował z barmanki, a (chyba) szefo tej placówki nie przebierając w słowach go wyjaśnił i ostatecznie go wyjebał na zbity pysk. Może to nie będzie zbyt poprawne politycznie, ale tam jest dźwiękowiec, który utyka na jedną nogę - ja go nazwałem akuśtyk. Chyba się nie obrazi... Z innych nieciekawych sytuacji... Zakup kilku płytek Gothministera był pomysłem dobrym, ale z nauczką na przyszłość. Niektóre z nich były rozfoliowane, nie sprawdzałem na miejscu - dopiero w domu - i okazało się, że w jednej z nich brakuje książeczki i... płyty CD! Ponadto na tym koncercie zirytował mnie zrulowany dywan w miejscu (w rogu przy scenie), gdzie prawie zawsze stoję (najlepsze nagrywanie tam się odbywa) - może ktoś przyleciał nim. W Hydrozagadce kolejnym problemem (stałym) dla mnie jest... lewa noga, gdzie, tak jak wątrobę przy chlaniu, trzeba by było wozić zapasową, aby na rampie do wchodzenia na scenę ustać - kto tam bywa, ten wie ocokaman. Nachtmahra w VooDoo natomiast filmowałem, mając miedzy nogami rurę ciepłowniczą, ponadto na jednej z kolumn stał nie działający (czemu?) wiatrak, który trochę przeszkadzał mi w nagrywaniu, więc go co jakiś czas pchałem do przodu aż do satysfakcjonującej mnie pozycji. Jakby spadł z kolumny, to chyba byłbym gwiazdą wieczoru, jak pewien gość, który na Metalowych Zwierzakach przez cały utwór szukał stoperanu, który mu wypadł z ucha. Chyba był cenny, bo z włączona latarką zaanektował całe miejsce przed sceną - nawet mu niektórzy pomagali w poszukiwaniach, ale wszystko na nic. A wracając do Nachtmahra (jeszcze mi się udało na drugiej scenie zaliczyć końcówkę Planet Of Zeus), to powrót miałem też ciekawy - jakiś pasażer sobie sięgał do nowoczesnego bidonu (takiego co to pewnie przez wifi kontroluje jego temperaturę) na górnej półce i tak to zrobił niefortunnie, że mu on wypadł i się rozlała ciecz po FlixBusie. Niby nic, zdarza się, nawet powycierał wszystko zanim ruszyliśmy. Tuż po starcie autokaru wydawać by się mogło, że traci on moc, zwalnia, aż do zatrzymania. Jednego, później drugiego, bo się okazało, że został zalany czujnik przeciwpożarowy i nie mogliśmy w ogóle złapać rozpędu. Cud, że dojechaliśmy... Z tym niefortunnym FlixBusem (monopolistą autobusowym w Polsce, jakby ktoś nie wiedział) to grubsza sprawa. Gdy już się jakoś przyzwyczaiłem do opłat za obsługę przy zakupie biletu, to wprowadzili (wydaje się, że już na stałe) lichwiarskie zwroty za bilety na nieodbytą/anulowaną podróż - im bliżej początku podróży, tym mniejszy zwrot kasy z rezygnacji z biletu - przy zakupie za 50 PLN, można czasami 9 PLN odzyskać. I z tym się już pogodziłem, tyle że ktoś mądry inaczej zadecydował, że przez ostatnie parę miesięcy w 2025 r. zlikwidują dwa przejazdy po północy z Krakowa do Kielc (1.15 i 2.00). Ale jedynie we wtorki, środy i czwartki (przeto nie dojechałem na RUHR)! W inne dni kurs o godz. 2.00 pozostał na grafiku. Głupota? Owszem, bo zawsze sporo ludzi jeździło nimi, a PKP (oj, nauczyłem się, żeby spuszczając wodę trzymać od tego wodospadu daleko dupsko [dlatego sikam na siedząco i sram na stojąco], bo może zassać jelita; a i jedzenie "na wynos" się nie za bardzo u mnie sprawdza - zdjęcie 19; a propos - wzięliśmy sobie kiedyś dania na miejscu - ja schaboszczaka, smakował wybornie, gdyż był praktycznie robiony, a później pieczony przy nas, tak więc polecam WARS - 69/666) to już w ogóle zwijają szyny po 21-ej w Krakowie w stronę stolicy, aby dopiero przed czwartą z powrotem rozwinąć. Gdy wracałem z Krakowa (Deadline) do Kielc wywiązała się szarpanina kierowcy FlixBusa z niedoszłym pasażerem, który wyraźnie był pod wpływem i to niekoniecznie alkoholu. Skończyło się co prawda na splunięciu kierowcy w twarz i zwinięciu go przez ochronę dworca. Sam nie raz wracałem na bani, ale robiłem wszystko, aby nie dać po sobie poznać i jakoś dostać się na pokład. Co w tym roku przyniosą autokarowe wycieczki, oprócz opóźnień, Szatan raczy wiedzieć. Po Napalm Death, było tak zimno, że aż rozkład jazdy zamarzł na stanowisku - trzeba było paznokciem zdrapywać szron z szybki, żeby cokolwiek dojrzeć. Tak sobie narzekam i pomstuję, jak typowy Polak, co mu się wszystko nie podoba - taki chyba żem (już) jest, a i PESEL potwierdza, że trzeba się powoli przyzwyczajać do demencji. Kiedyś, z krótką przerwą między Katowicami a Warszawą będąc na chwilę w domu chciałem się jakoś doprowadzić do ładu i składu, a tu siurpryza: nie ma wody w całym bloku! Dobrze, że jakieś resztki miałem jeszcze w czajniku, to chociaż farfocla obmyłem. Identycznie miałem przed podróżą do Wiednia (Nine Inch Nails) - także zabrakło wody. Tu akurat powód był mi znany - wyjebało szambo w piwnicy (całą ją zalewając) i zakręcili na czas nieokreślony całą wodę w bloku. W ogóle wypad do Wiednia był epicki, już pomijam fakt, kto się zgubił na NIN, ale mieliśmy tam zaplanowany na dzień później Wacken Metal Battle Austria (zupełnie mi nieznane zespoły miały tam zagrać; jakieś regionalne austriackie bałagany), który na parę dni przed wyprawą został odwołany - taki psiku(ta)s - a jak już znaleźliśmy alternatywną miejscówkę (Viper Room) do potańczenia, to się okazało, że płatność (za wszystko) tylko gotówką! Podobna sytuacja miała miejsce w Langen przy barze, co jest raczej mało spotykane nawet w polskich spelunach. W VR była fajna potańcówka (audio puszczone "Sin" NIN w... wersji wideo, więc wiadomo jak okrojone), ale dresscode był od sasa do lasa, np. przyszło kilka niewiast razem - jedna miała kozaczki, druga buciki na wysokim obcasie, trzecia klapki PUMA, a ostatnia adidasy. To się dobrały... I jeszcze dwie notki okołopolskie - pomijając przyhotelową restaurację (Erni's), co za zamówione żarcie płaciliśmy gotówką, bo tak chciał właściciel - napisał nam na kartce kwotę, przyjął kasę i wyjebał kartkę do śmieci. Tak się omija austriackie prawo! Dr. Pepper o smaku wiśniowym (wyprodukowany w Polsce) na półkach tamtejszego marketu (zdjęcie 16) oraz spotkanie z pewnym zespołem o nazwie Defrage Reload. Jest to estoński band rockowy, który sprzedawał swoje płyty w okolicach wejścia do metra. No i ja sobie zakupiłem dwie sztuki (czyli chyba całość dyskografii), ale nie bardzo było jak się rozliczyć gotówkowo w eurasach, więc wpadłem na pomysł, że zapłacę polskimi złotymi - po przeliczniku (50 zł. za 2 szt.), każdemu się opłacało, a ja nigdy bym nie podejrzewał, że polska waluta przyda mi się w Wiedniu! A i się ucieszyli, że kogoś spotkali ze swojego regionu geograficznego. Później widzieliśmy ich na dworcu, także opylali swoją muzykę. Do zapamiętania także salon Pischingera (oj, grube zakupy były, ale szkoda, że tak prażyło, więc się wszystko zdążyło roztopić) oraz bitwa śniadych taksówkarzy przy dworcu kolejowym... W Krakowie za to pojawiła się nowa świecka tradycja, bo do starej, tj. kaucji za kubki z piwem, zdążyłem się już przyzwyczaić. Natomiast anektować na bramce flamastry, ażeby nie pomalować ichniejszych kibli to trochę za dużo. Myślałem, że tylko Kwadrat (na koncercie Unleash The Archers to już prawie osobistą kontrolę przeszedłem i badanie prostaty, ale widelczyków plastikowych [potrzebnych do raczenia się frytkami w budzie "U Szwagra" przy dworcu MDA, choć teraz to się jakoś inaczej nazywa; po Dlinie Volny poszliśmy tam na zapiekanki: zamówione, czekamy, czekamy, już dobre 20-25 minut mija, więc podbijam do okienka z pytaniem, ile jeszcze - "kucharz" łapie się za głowę, otwiera piekarnik, bucha dym i wyjmuje dwa podłużne węgielki - nie miałem już czasu czekać na nowe, więc głodny wróciłem do domu) wprowadził takie obostrzenia, a tu bęc - na Die Krupps w Hype Parku (swoją drogą to się nadaje na dłuższy wywód - jak można spierdolić taką miejscówkę jej nowoczesnym remontem) sytuacja się powtórzyła. Czyli Kraków bez pisaków. Farsą było też afterparty po DK, gdzie w porywach było z pięć osób (w tym sześć już najebanych) i muzyka (akurat tu na plus oraz to, że palarnia jest w środku lokalu) z YT - jeszcze się dobrze nie zaczęło, a już (z braku chętnych) się skończyło. Jesus On Extasy miał na merchu naklejki, zazwyczaj są one dawane za darmo w formie reklamy, ale nie, to zbyt UZNANY zespół, więc wołali sobie za nie 20 zł. (na polskie). Dobrze, że zagadałem tam kogoś z obsługi swoim łamanym esperanto, a Ela mi jedną zajebała. To się nazywa praca zespołowa... Te negatywy to mógłbym wymieniać bez końca, ale postaram się zmieścić jeszcze w kilkudziesięciu zdaniach. Miałem tu wrzucić refren, co akapit (których i tak chyba nie będzie), "Hamuj Piętą" - to nazwa lokalu gastronomicznego w Warszawie, który ze względu na uroczą nazwę przykuł moją uwagę i choć był odległy od naszych kwater (Vieux Crane w Chmurach i Hydrozagadce i tamtejsze spanko), to dość zawiłymi ścieżkami po wielu, wielu minutach dotarliśmy na miejsce, aby się dowiedzieć, że oni już od dawna nie istnieją! Google by się przydała jakaś aktualizacja, bo podobnie było w Langen, wiosce z EDY, gdzie po ok. 20 minutach brodzenia w zimnie dotarliśmy do restauracji - oni chociaż istnieli, ale byli zamknięci na cztery spusty. Nawet mi się nie chciało całować klamki, bo bym do niej przymarzł. Z jednej strony wyszło nam to na dobre, bo znaleźliśmy market EDEKA (zdjęcie 24) - co polecam wszystkim przede wszystkim słodycze (dostępne na polskim necie, choćby na Allegro), bo to jest tamtejsza sieciówka i pod tymże szyldem produkują wiele rzeczy (np. colę czy wielosmakowe galaretki w czekoladzie) - co produkt to pycha! A weźmy chociaż standardowe rzeczy z Biedronki, czy Lidla, produkowane pod ich marką. Szkoda gadać... Tak czuję, że jakby EDEKA się otworzyła w Polsce, to na wejściu podniosłaby ceny wszystkiego, ale przynajmniej zjebałaby skład i zmniejszyła wagę identycznych rzeczy z ich rynku (chociaż strucla serowa, jakiejś innej firmy tam kupiona była lekko niestrawna - musiałem ją sam jeść [chyba za karę] i bez przepijania by mi nie weszła)! Porażką, już pozamuzyczną, była loteriada (ta późniejsza świąteczna, także) - miałem kilkaset kuponów (nawet zdjęcie pierdyknąłem nie tak dawno temu), a to wszystko przez ekspedientkę, gdzie przechodząc kupowałem w jej kiosku kupon lotto (zawsze jest to pięć zakładów na chybił trafił z plusem, 20 PLN). Niby ta loteriada była dołączona do każdego kuponu, ale po znajomości dostawałem nawet kilkadziesiąt losów do wpisania za każdym razem. Mając tyle kodów, losowania codziennie mniejszych lub większych nagród, że nic nie wygrałem, to chyba nie jest normalne, a być może i podejrzane. Afery z tego robił nie będę, bo już makulatura poszła do kosza, co nie zmienia faktu, że co najwyżej chuja wygrałem, a w porywach gracza Pogoni Szczecin (Marian Huja). Innym zdziwieniem było, jak w miarę schludnie ubrany (jak to w pracy) kupowałem w SPAR-ze krokiety kiedyś, no i chciałem wziąć akurat 3 sztuki, co ekspedientka popatrzyła na mnie i wycedziła: ale wie Pan, że one są drogie! No cóż, wyszedł ze mnie menel... Na Napieprzanku w Chmurach zdeptałem kilka osób (o dziwo, były to dłonie), bo za późno się zorientowałem, że koncerty są siedzące, a niewiele osób, w tym ja, stało i gdy chciałem się ewakuować do wyjścia, to po rękach do celu. Na tymże wydarzeniu występowała Hypovoalemia i do dzisiaj nie wiem, czy drzazga w stopie (artyści byli na bosaka) to był element występu czy niefortunny incydent? W Libercu na Sever Synth Fest (po nim to takie miałem zakwasy, jak wiele lat temu, gdy próbowałem się wysrać w parku) dwie niepokojące sytuacje podczas koncertu Suicide Commando - na początku i na końcu występu. Najpierw o mało co nie dostałem statywem od Johana (w Kielcach na występie zespołu Chryja jedna z kobiet tak wymachiwała kijem bejsbolowym, że też o mało co nie oberwałem, a tak w ogóle to pewien pijaczek próbował się dostać na tą imprezę za darmoszkę, chyba za dziesiątym razem dopiero odpuścił), a później jakaś wszawa czeska narkomanka wyrwała mi telefon podczas nagrywania. Ale ogólnie miejscówka (bo całe miasto jakby się zatrzymało na Havlu i Czechosłowacji) idealna, setki miejsc do siedzenia, piwo za grosze i przestronna scena wraz z zapleczem. Tylko, że trochę daleko, nieporęcznie i parę przesiadek w Szklarskiej Porębie (ile oni tam nazw tego miasteczka mają?). Na występie Entropii w krakowskiej Alchemii (co ciekawe, naprzeciw znajduje się lokal... Entropia [zdjęcie 3], a na zdjęciu nr 4 komuś obiad nie podszedł, ale za to wyszedł w Alchemii; swoją drogą słyszałem, że jest wielka moda na przesiadywanie w tym lokalu [koncerty w piwnicy] - wypada tam bywać, chociaż to klitka jest i nic nadzwyczajnego) nawet w ruch poszedł gaz łzawiący, bo niektóre osoby nie zachowywały się, jak przystało na koncercie. Ochroniarz (w kwiecie wieku) wyprowadził ich grzecznie przed lokal (podobno nadal się awanturowali) i potraktował sprayem po ryjach, co już tylko płacz im pozostał i wołanie mamy. W krakowskim klubie SNY (a jakże, w piwnicy także, ale jeszcze w tej starej lokalizacji - na placu Wszystkich Świętych) grzyb i tynk odpadał z sufitu, więc podstawkę pod piwo trzeba było umieścić na szklance, ażeby nie mieć później niechcianej wkładki. Grzybami tez jebało na koncercie Temperance w VooDoo, ale nie do omdlenia - tak nawet milusio, jak czasami zza szafy nie odsuwanej od Gierka od ściany. Na Kontravoidzie w Hydrozagadce też było uroczo, bo ktoś zajebał maskę Cameronowi i wystąpił bez zasłaniania twarzy, co się chyba nie zdarza za często. Okolice kibla także były interesujące - zdjęcia 11, 12 i 13. Jedno z najdziwniejszych miejsc, to był dwudniowy festiwal Goth'n'burg w Wałbrzychu. Pojechaliśmy tam od razu z Wrocławia, gdzie byliśmy na Drab Majesty (ciężko w hotelu było się wydostać z kibla - zdjęcie 14) i (ja po raz pierwszy) na hard-techno w tamtejszym Transformatorze! I jeśli hard, to rzeczywiście było HARD (po czym poznać metala na takim wydarzeniu, czyli mnie? że napierdala baniakiem w rytm "Dittohead" Slayera), bo w przeważającej większości czasu było samo techno, co mnie usypiało bardziej niż filmiki Marianny Schreiber, bo ja lubię tańczyć (zdjęcie 17), i to jest dziki (zdjęcie 18) taniec (zdjęcie 36). Do Transformatora dotarliśmy jak już się to wszystko zaczęło i wtedy występowała Laura Palmer na secie dj-skim, nie powiem, spodobało mi się, więc miałem ochotę na więcej - z pozycji czasu się okazało, że to był najlepszy występ tej nocy (a było, jak mnie uświadomiono, masa gwiazd), reszta to... No nie dla mnie takie miękkie granko, bo jeśli techno to jedynie harde! Wracając do Wałbrzycha - my byliśmy tylko na drugim dniu - całość odbywała się w lokalu A'Propos, gdzie także nocowaliśmy i się stołowaliśmy - wszystko pod jednym dachem. W tym samym czasie odbywała się jeszcze jakaś inna impreza (urodzinowa?) na piętrze, więc się ludzie kręcili, wchodzili i wychodzili z lokalu... przez środek "tłumu" koncertowego. I nawet parę osób zaciekawił występ H.EXE (niektórzy z czerwonymi opaskami z góry nawet zostali do końca, choć jeden z nich rozjebał piwo i pozamiatał butem całe szkło pod ławę). Nie ma to jak zamawiać o 3.00 (jedyny wtedy czynny lokal w mieście o tej porze) w nocy falafele i frytki (w Rybniku w sumie było podobnie, choć trochę wcześniej, ale za to była pizza i cyrk z dowozem; ja dojeżdżałem z Łodzi, wtedy to też pobiłem swój rekord - nie jadłem nic ponad 24h), ale ogólnie to lekki chaos był. W tym roku widziałem, że inna miejscówka jest, ale już raczej nie jedziemy. Osobny post musiałbym poświęcić opolskim imprezom Johny'ego Yula - Songs For The Dead Horses i Zaboböny (ale, że nie ma czasu i miejsca, pozwolę sobie tylko zareklamować te dwa odlotowe i kultowe show!). Absolutne szaleństwo (szczególnie konie; szkoda, że w tak niefortunnym terminie co roku, gdzie odbywa się Festiwal Piosenki Polskiej i są zerowe szanse na nocleg), co z góry zakładałem, że tak będzie, więc się przygotowałem (zdjęcie 15). Zapewne w tym roku na tych dwóch eventach się także pojawimy, więc tylko dla przypomnienia tekst z tejże okazji, jaki wysmażyłem w pociągu jadąc na KONIKI:
Dzień dobryczesy! Chomątem Odry w Opolu nie zawrócisz, ale na festiwal musisz pognać kłusem! W tym roku końferansjerami będą Roman Ogiertych i Grzegorz Prychowiak, a wystąpią same hejtowane GWIAZDY: Maryla Rodeowicz, Bryczka Suflera, Prrrrfect, Patatajs Lost, Michał Wiśtaniewski i Ichachacha Troje, Końbranocka, Heyta, Paweł Kucykiz, Galop uOrkiestra, Źrebakuk, Cwały Jagiellońskie, Dawid Podsiodło, Poparzeni Podkową Trzy, Stajnia Borys, Łobuzdy, Ogonorganek, Zaprzęgopower, czy inny dubstęp grany przez dżokejów. Bo, jak to w znanym przysłowiu: kopyta, nie błądzi!!
p.s. tegorocznym hymnem został utwór "Nie klacz Ewka"...

Najbardziej się zmachałem na występie Larmo, gdzie cały set przetańczyłem w kościelnym uniformie (wiKARY) i w masce konia! Na Zabobönach (moje najnowsze artefakty - zdjęcie 20) to już był nasz totalny odpał, nie tylko byłem księdzem (już wyższej rangi), to jeszcze miałem siostrę zakonną (zdjęcie 21). Był także kielich, rozdawana była z niego hostia, a także zbierana ofiara, czyli wszystko w normie normalnego koncertu! A jakie koncerty/wydarzenia mnie olśniły? Za stary jestem, aby się wzruszać, ale moje dziewicze obcowanie z Godflesh, Leaether Strip (zdjęcie z Clausem!), Data Void (i w ogóle całe Machineries - zdjęcie 22) i Defibrylatorem (Bossman z Anal Tondy zamknął miejscówkę, więc edycja 2026 stanęła pod znakiem zapytania - jednak udało się znaleźć inną lokalizację; see you later defibrylator). No i powyższa świrownia spod znaku Johny Yula. Z wyborem najchujowszych koncertów już takiej zagwozdki miał nie będę - ze względu na organizację: Autechre w Progresji (mega ukrop; organizatorzy sprzedali chyba 120% biletów, dobrze, że nie układali ludzi w poziomie na głowach stojących; egipskie ciemności, zamknięte drzwi, merch na poziomie jednego rodzaju koszulek i to w rozmiarach z sieciówki SMYK). Ciekawe jak się czuli Ci, co byli tuż tuż przy barze (ścisk i mega kolejki), gdy nagle zgasło światło i koniec handlu alkoholem. W tym samym czasie Mayhem grał na letniej scenie, nawet miałem dylemat gdzie się pojawić i wybrałem chyba najgorzej jak się da. Druga (i chyba ostatnia) porażka to Current 93 w Palladium - tam to nie 120%, a 180% biletów poszło (na Marilyn Manson w Torwarze niby też był sold out, ale było tyle wolnego miejsca na płycie, że szok)! Zajeb ludzki jak na Autechre (aż dziw, że to dwaj różni organizatorzy), ból dupy do dzisiaj czuję od siedzenia na "balkonie". Wiele osób stojących na zewnątrz, bez szans na obejrzenie koncertu. To była jakaś apokalipsa i testowanie ludzkiej wytrzymałości. Ubrany instynkt przetrwania... Największą konsternacją była dla mnie sytuacja z hotelu Villa Plaza (Warszawa) podczas śniadania między koncertami Diary Of Dreams i The Halo Effect/Pain (w tym przypadku ktoś przeszarżował i pomylił support z headlinerem), zajadając się przy szwedzkim stole, ubrany w t-shirt Martyrmachine, nagle spostrzegłem parę schodząca z góry i gościa w... identycznej koszulce Martyrmachine! Cóż za zbieg okoliczności! Aż żałuję, że sobie nie zrobiłem z nim fotki... Co by to były za wypady koncertowe bez alkoholu - preferujemy na nich jedynie piwo i ono jest... dość zróżnicowane. I smakowo i cenowo - zdecydowanie (nawet nie pamiętam ceny, gdyż to nie ja je kupowałem) najgorsze było na koncercie Marilyn Manson (warszawski Torwar; w 2026 także MM w Polsce, tym razem w łódzkiej Atlas Arenie, ale nie wiem, czy się wybierzemy - co kilka lat jak do nas przylatywał Brian, to było wydarzenie, a teraz: rok po roku?). To nawet nie było piwo i nawet nie było ohydne, to była woda zabarwiona na kolor piwa. Po sześciu kubkach pewnie bym wydmuchał 0,1 promila. Najtańsze (i to z butelki, nie z kega) było w Opolu (Wyjście Awaryjne, Holba) - 10 PLN i w Krakowie (Garage Pub, Okocim) - 11 PLN - także butelkowe, ale dawno już tam nie byłem więc mogło się coś zmienić w tej kwestii. I to jest uczciwa cena, choć szczytem (moich) marzeń byłby litr pilsa lub lagera (a nie jakieś kolorowe uryny) wliczony w cenę biletu! Oryginalny Budweiser Budvar jest za to w kieleckim Chicago (zdrówka Orzeł!), a w Czechach jest piwo tak tanie (na koncercie 24 PLN za dwa kubki 0,5l), że bardziej niż wodę opłaca się je pić. Wkurwiają jedynie kolejki i wymyślacze (ja ich nazywam RzTP [erzetypy] - Rolex z TEMU People), jakiego by tu drinka wziąć - i tak stoją i blokują kolejkę. Ale najbardziej komiczną sytuację przeżyliśmy czwartego lipca. Wtedy to byliśmy w klubie Confession (Kraków) na Milczeniu. Klub ten akurat stracił licencję na alkohol i czekał na jej odnowienie. Koncert bez alkoholu? No nie może być, zasięgnęliśmy internetowego języka i się okazało, że za opłatą na różne imprezy można wnieść swoje alko. Akurat tutaj był koncert biletowany, więc można było nawet wnieść tira piwa (swojego) i jeszcze go przechować w klubowej lodówce (wszystko za free)! Za 31 PLN zakupiliśmy dwa czteropaki EB w pobliskiej Żabce i było to najtańsze picie koncertowe ever. Wątpię, by się to kiedyś powtórzyło, bo kluby krakowskie już są olicencjonowane i sprzedają piwo po normalnych cenach, bez możliwości wnoszenia z zewnątrz swoich cymesików. Dla świętego spokoju zakupiłem wtedy Red Bulla i tak to się bawiliśmy za grosze. Ale to jeszcze nie był koniec dnia. Poszliśmy na rave'y/techno do klubu STK 47, i tam też było interesująco. Przy barze można było jedynie kupić piwo bezalkoholowe, ale... Po wyjściu z terenu klubu stał kontener, gdzie w jego okienku to bezalkoholowe już mogliśmy wymienić na normalne, czyli alkoholowe! Takie cuda tylko w Krakowie, i to tego samego dnia! Na Alfah Femmes w klubie RE podbił do baru jakiś studenciak: najtańsze piwo proszę - za grosze też się można bawić! Za to na Leaves' Eyes były rozdawane shoty stojącym najbliżej barierek - genialny pomysł! Aczkolwiek zbroja wokalisty wyglądała jak nieudany (a są jakieś udane?) zakup z TEMU, a na merchu wszystko było bezcenne, bo nie było żadnych cen... Jadąc na Sznura do Krakowa pewna dama całą trasę we Flixie spędziła w kiblu wyrzygując chyba jeszcze mleko matki. Mi niewiele brakowało (tylko, a co tam, biegunka) na koncercie Godflesha. Zaordynowałem, że przed industrialnym świętem idziemy coś zjeść, jak najbliżej, do baru mlecznego i zostałem pokonany przez surówkę z kiszonej kapusty. Sranie miałem nieziemskie, a najgorsze było to, że dzień później byliśmy w Opolu, gdzie kontynuowałem wypróżnianie, pewnie z 10 metrów jelit mam mniej po tych wysrywach. Ale żebym coś schudł, co to to nie! Gehenną był tez obiadek przed Jude (Mechanik, Warszawa), gdzie trzeba było gorącą kałużę z dżdżownicami wsuwać pałeczkami. Po Brighter Death Now odwiedziłem bar przy Dworcu Zachodnim - złamałem dwa razy plastikowy widelczyk na kotlecie schabowym, taki byłem głodny! A tak w ogóle to Peter Andersson (Raison D'Etre) tak się zasiedział na backstage'u (chyba mu się tam bardziej podobało), zapominając o swoim występie, że trzeba było go wyciągać niemalże siłą na scenę. A co tam jeszcze w muzycznym światku się wydarzyło, o czym warto by wspomnieć? Wydaje mi się, że gitara w System Noire (grającym przed Nachtmahr) szła z playbacku - stałem dość blisko i coś mi nie pasowało. Warto by było się zastanowić nad wydaniem płyty/kompilacji industrialnych intro zespołów metalowych - zazwyczaj po nich (jakaś minuta z hakiem) muzyka się zdecydowanie pogarsza. Gitarzyście Weedcraft na koncercie w Kielcach poszły dwie struny, jedna za drugą, to dopiero pech. VVV [Trippin'you] (zdjęcie 9, po koncercie - moje marzenie, aby się zaszyć z tym cudownym napojem na tydzień lub rok [Bar Van Binh przy autobusowej wersji Dworca Zachodniego]) chyba przywieźli swoich fanów pekaesami, bo się nagle zaroiło od Hiszpanów, ale i tak zagwozdkę miałem po przyjechaniu do Kielc, gdzie dworzec był zamknięty (jakieś remonty) i trzeba było skakać przez barierkę, aby z niego się wydostać - dobrze, że się przy tym nie zabiłem, a jedynie zesrałem z wysiłku. Szacunek dla innych osób, które były z mniejszymi lub większymi tobołkami... Na Defibrylatorze podczas występu Der Verlorene Faden artystkę tak poniosło, że zaczęła rozpierdalać wszystko dookoła, a ja odczułem (sala w pełnej ciemności, jak na Autechre) jak rozkurwia butelkę o podłogę - odruchowo zamknąłem oczy i to był bardzo dobry pomysł, bo później szkło (jakim cudem aż tak wyjebało w górę) wyciągałem z powieki zamiast z gałki ocznej. Mi się marzy Defibrylator 3-dniowy z 50-cioma wykonawcami, a co tam, jak szaleć, to szaleć! I bym się na pewno na taki spęd wybrał, nawet kosztem własnego pogrzebu! Na Noise Waste (już 16. edycja od Bartka Kalinki) Hanzo zagrał spontanicznie z klarnecistą(?) z Wielkiej Brytanii(?). Znakiem rozpoznawczym zagranicznego gościa było mniej materiału ze skarpet niż samej skóry na stopach. W ogóle to w tej Klubojadalni Młodsza Siostra jest fajosko, bo przyjezdni artyści dostają papu za darmo, trzeba chyba zacząć plumkać na jakimś instrumencie i się wkręcać, może nie na jakieś poważne granie, ale na pewno na darmowe żarcie. Na Electronic Dance Art (gdzie we Frankfurcie przeszedłem "płynnie" kontrolę na lotnisku [pozdro dla kumatych]; a tak w ogóle, to już się nie bije braw po szczęśliwym wylądowaniu? bo wyszedłem na głupka je intonując - chciałem się zrehabilitować w Uberze, po dojechaniu tez klaskałem, ale chyba się jeszcze bardziej zbłaźniłem niż w Lufthansie) oprócz piwa były pieczone kiełbaski i precle - cudownie to pachniało, ale jak się nam już zachciało jeść, to się okazało, że wszystko wyszło. Restauracja Na Wileńskiej - tutaj kelnerka okazała się zbyt słaba (lub cwana) z matematyki. Do rachunku miała doliczyć 10%, więc musiała to sobie wszystko rozpisać kredkami świecowymi na ścianie - wyszło jej z kwoty 250 PLN do zapłaty... 306! Już nie oponowałem... W Piątym Domu (Katowice) to dopiero rozkosz dla (mojego) podniebienia, strzelam z pamięci: stek z selera, chrust z boczniaka, kotlet schabowy wegetariański i barszcz Sosnowskiego (to ostatnie to już mój wymysł). Mniam, pisuar lizać! Malezyjscy death-metalowcy z Humiliation okazali się bardzo mili z taniutkim merchem, choć zagrać, jako gwiazda, mogli trochę dłużej. Jadąc na nich miał miejsce ciekawy przypadek w pociągu - w Kielcach ktoś tam pomagał siostrze lub żonie wnieść bagaże i umiejscowić je nad głową, trochę z tym mu zeszło, a że byliśmy już na musiku z czasem, pociąg ruszył, a facet nie zdążył wysiąść. Ale za to wracając z Rybnika (HOYM) austriackim pociągiem z Graz mogłem wreszcie poczuć komfort - siedzenia były tak miękkie, że mógłbym nawet i do Berlina bez wstawania jechać. Ale to był jedyny plus, reszta to jak z polskich kolei lat 90-tych. W Gdańsku "zrobiliśmy" noise'y w jedną dobę. Z powrotem był cyrk, bo czekaliśmy na jakiegoś spóźnialskiego w Tczewie ze 30 minut (przez co ledwo się wyrobiłem do pracy kilka godzin później), ale w drodze na koncert poznaliśmy kontrolera, który nam bezpłatnie przebukował bilety na Wrzeszcz, bo się dopiero po czasie dowiedziałem, że stamtąd bliżej do klubu, Kolonii Artystów (zdjęcie 8 - gdzieś spierdoliła spłuczka), ale za to dostaliśmy ulotki na pobyt w Kołobrzegu - swój chłop. Zresztą na HOYM-ie (ciekawe, czy w tym roku się odbędzie, podobno line-up jest już zabukowany w całości) przydałaby się jakaś podwyższona scena - nie było jakiegoś dzikiego i wielkiego tłumu, ale jakby się pojawił, to z 10-go rzędu nie byłoby w ogóle widać występujących. Taką samą uwagę miałbym do klubu Tu i Ówdzie w Krakowie, ale że się zwinął (ach, znowu ten grzyb), to tematu nie było. O.D.R.A przyjechała do krakowskiego Zaścianka w sumie na styk, jak już się cały event rozpoczął, a była możliwość, że się na Lasie Trumien impreza zakończy. Chyba nawet bez grubszego soundchecku wyszli na scenę. Za to miałem chrapkę na zakupy w Opolu (Pełzak), ale że się zwinęli przed końcem wszystkiego, to niech żałują - ogólnie ich występ też bym zaliczył do swojego topu 2025. Guardiola sobie dorabia jako gitarzysta Coramine, wiedzieliście? Na Scythe Of Sorrow myślałem, że mam omamy słuchowe - wokalisto-gitarzysta po polsku nadaje do mikrofonu! Myślałem, że już jestem tak zmęczony, że rozumiem fiński (z którego znam tylko perkele i HJK Helsinki). Okazało się, że jest on Polakiem, więc odetchnąłem - kolejna wizyta (i przeciąg w portfelu) u specjalisty mnie ominęła. Na tym koncercie był przedziwny telefon, odebrał go jeden z widzów i zawołał innego "do słuchawki": mama dzwoni! Była kupa śmiechu, z przewagą kupy... Na Srogie Grzmoty w lipcu dojechałem z konkretnym spóźnieniem, bo był wypadek na S7 i najpierw staliśmy w korku, a później musiał odpocząć spocony tachograf, więc utknęliśmy na MOP-ie. W 45 minut jednak da się ojebać pół paczki papierosów! Z paleniem to też ciekawie - coraz mniej wydzielonych pomieszczeń dla palaczy, trzeba kombinować, najgorzej w zimę, gdzie trzeba wyjść na zewnątrz i fajczenie nie sprawia już żadnej radości. W Opolu znajduje się restauracja Maska, gdzie jest ogromna część wewnątrz lokalu tylko dla palących. I się zje i się popali... Opole, tam rządzi hotel Weneda i sobie jeździmy tam czasami nawet na zespoły, na które w Kielcach bym się nie wybrał (oj, taki żart), żeby tam poleżakować. A komfort jest, i to jaki! W cenie pokoju z balkonem (palenie!) jest basen i sauna. Oczywiście czynna restauracja i śniadania ze stołu szwedzkiego (tutaj na minus Aparthotel Krzywa Kamienica w Łodzi - choć był mini balkon [z pochwycikiem od zewnątrz do zamykania, szacun!], to wykupione śniadanie było jedynie z karty menu, więc można było wybrać tylko jedno z dań, a jak się nie najadłeś człowieku, to sobie dokup!). Tyle, że przy pierwszym pobycie już tam sobie przewaliliśmy surowo oceniając (nie ja, nie ja!) tamtejsze piwo regionalne - no, ale żeby je przyrównywać do randomowego z Żabki, to nie przystoi! Byliśmy już tam na cenzurowanym, ale parówki ("ale to jest sześć frankfurterek") były na śniadanie, więc ja już jestem ukontentowany! Mogliby wymienić stolik w jednym z pokoi (zdjęcie 7). Ale najbardziej wstydliwym (czy ja wiem?) paleniem był katowicki Hotel Senator (tam robiliśmy dwudniowy rekonesans: m.in. Ministry, Obituary, Machine Head, Fear Factory, Mastodon [gdyby Brett nie odchodził, to by jeszcze żył] - piwo po 20 zyla [0,4l szczyn], kubek 10 zyla kaucja - niedługo przewyższy cenę piwa). Specjalnie wzięliśmy pokój z balkonem, a to jakiś chyba hotel robotniczy był, czy mieszkaniówka dla wysiedlonych z Burundi - na wejściu dostaliśmy info na recepcji, że jest... zakaz palenia na balkonie! No, ale jak to, przecież tylko dlatego go klepnęliśmy! Na ucho dostaliśmy jednak cynk, że jak będziemy palić dyskretnie, to jednak możemy. Dyskretne palenie? Mam nie wypuszczać dymu i połykać później peta? Nie było oczywiście popielniczki, ale jak się bardzo chce... W pobliskim Lidlu zakupiliśmy plastikowe arcydzieło dla dzieciaków, do moczenia chyba pędzla (bez skojarzeń!) i żeby się nie wylewała woda, to w środku wgłębienie, wtedy się nie wydostanie żadna ciecz, nawet po przewróceniu. Sobie pomyślałem, co by nie wziąć jednego kubełka do domu i tak częstować napojem dzieci: co, nie leci? Finalnie popielniczkę zrobiliśmy z pojemnika od szczotki do czyszczenia kibla i było gites! A patrząc na innych palaczy, co to nie wiedzieli, czy jesteśmy gośćmi czy z obsługi, jak nas tylko widzieli, to gdzieś chowali palące się pety. W warszawskim przybytku o nazwie Niebo to dopiero palarnia ewoluuje. Nie jestem tam zbyt często, ale najpierw się szło po schodach do specjalnego pomieszczenia i w ciemności jarało, później palarnia była na zewnątrz na niewielkiej przestrzeni przez co stało się w kolejce, aż ktoś zwolni tam miejsce. Ostatnio już było przeidealnie. Na górze, w oświetlonym(!) pokoju, masa popielniczek i sofy do siedzenia. Aż szkoda, że tak rzadko tam jestem, bo w sumie to się tam za dużo w mojej muzyce nie dzieje (niebawem będzie tam Broadrick i jego JK Flesh więc się znowu obada sytuację nikotynową). Warto jeszcze wspomnieć (ech, żebym wszystko spamiętał, o czym chciałem napisać) o przemiłym spotkaniu z legendą polskiego industrialu (jak dla mnie), czyli z Adamem Białoniem i krótkiej pogawędce po koncercie The Young Gods. Past Glories, które zagrało w kieleckim Chicago to dopiero międzynarodowy skład: Szwedzi, Amerykanin i Hiszpan. Zagrali sami, bez suportu i było dziewięć osób na widowni u mnie w mieście. To i tak dobrze, bo podobno w Krakowie było czterech chętnych. Jeszcze słówko o Wrocław Industrial Festival (Portion Control wlatuje do mojej topki!) - pewnie w tym roku się także wybierzemy, choć apartamentu już tego, co w ub. roku raczej nie wyhaczymy - nie było możliwości wykupienia śniadań (bo to nie hotel), ale to nawet lepiej, bo wyposażone nasze mieszkanko było dosłownie we wszystko! Aż się zastanawiałem, czy nie ma gdzieś ukrytego trenażera i stołu do snookera. Po pierwszym dniu (byliśmy na całości) przekalkulowaliśmy, że schodzimy z koncertów (zazwyczaj to była druga w nocy), robimy wielką kolację, wpierdalamy jak świnie do porzygu, i budzimy się dopiero na obiad. I tak dzień po dniu, sprawdziło się idealnie, polecam! Mam nadzieję, że w tym roku na WIF-ie (dzięki, że ktoś pomyślał o wyjebaniu żetonów kaucjowych) będzie trochę więcej miejsca do posiedzenia, bo się zawęził, i to znacznie, ten jakże ważny segment całego festiwalu. Z kolei na Massacre, którego nie nagrywałem, to się bawiłem jak już nie pamiętam kiedy - jak sobie przypomnę bąble na stopach teraz, to już chyba wolę statecznie nagrywać koncerty. Po całym tym metalowym rozpierdolu poszliśmy coś zjeść do Burger Kinga (w Langen tylko to było otwarte, przy stacji benzynowej), a tam awantura! Policja aż przyjechała, bo kogoś tam nie chcieli wpuścić, były krzyki, przepraszanie, na nudę nie narzekaliśmy. Najbardziej kuriozalnym występem był... I tu pominę nazwę zespołu, bo to nie będzie laurka. Spóźnili się 15 minut, co akurat nie jest jakimś grubym przegięciem. Czekając na wokalistkę, lekka szydera szła ze sceny od muzyków w stylu: pewnie nie wie, jaką kieckę założyć. Podczas grania zjebał się mikrofon, a basista (chyba za całość odpowiedzialny) nie mógł dojść gdzie leży usterka. Cały występ się przedłużył masakrystycznie i mimo awaryjnego mikrofonu... zagrali bis, w którym mikrofon znowu się, co za zaskoczenie, zepsuł. Ale kulminacją tej tragikomedii było podejście wokalistki z mikrofonem (tak, tak, tym spierdolonym) do widowni (chyba, żeby wszyscy zaśpiewali z nią), gdzie w tym samym czasie reszta zespołu... skończyła grać! I jeszcze kilka słów o Libercu, bo to była wyprawa (życia) w nieznane. Czterodniowe tournée (Kraków, Liberec i dwa razy Warszawa), a komplikacje zaczęły się już w Szklarskiej Porębie - tak dowaliło ludzi, że ledwo się dało stać. Na szczęście prawie wszyscy wysiadali w Polanicy (następna stacja), więc zrobił się luz, jakiego potrzebowaliśmy. Z powrotem, ruszając z Wrocławia, zrobił się niezły zamęt z... psami. W przedziale obok słychać było tylko przeklinanie jakiegoś gościa i ujadanie czworonogów. Się okazało, że ktoś jechał z mopsem, ale ten widząc innego pieska, taki był wyrywny, że oswobodził się ze swojej torby, chcąc pobawić się ze swoim druhem. Tyle, że właściciel tamtego nie był tym zainteresowany i poszły nawet jakieś kopniaki odstraszające. Mopsa przygarnął ktoś z naszego przedziału, bo w tym wszystkim chaosie zabrakło kluczowej osoby - jego właściciela. No i tak sobie siedzieliśmy, każdy miał jakąś teorię (najpopularniejsza była o podrzuceniu psa), mops był mega wystraszony, a pociąg ruszył. Dopiero po kilku minutach przyleciała jego Pani, też w szoku, bo gdzieś tam coś załatwiała w wagonie konduktorskim. Tak więc sprawa skończyła się bardzo dobrze, choć z psiej sierści koleś, który trzymał pieska na rękach, do dzisiaj pewnie czyści sweter. Tak w ogóle to będąc już w Libercu, chciałem coś pozwiedzać (oprócz stadionu Slovana [zdjęcie 29], na którym pojawiliśmy się o dzień za wcześnie - w następnym miał się odbyć mecz ligowy z Karviną, który pewnie byśmy zaliczyli [zdjęcie 38]), ale za bardzo nie było co. Snuliśmy się więc w poszukiwaniu jakiejś ekskluzywnej restauracji, a ja pstrykałem fotki:
- zdjęcie 26 : dworzec PKP w Libercu to zabytek klasy minus siódmej - nawet nie można było przymknąć oka na ławeczce w środku, bo tamtejsi sokiści zakazywali spania (jakbyśmy wyglądali na jakichś czeskich lumpów) i od razu ruszali w Twoją stronę, a mieliśmy pociąg dopiero za klika godzin; o przydziale peronu do pociągu dowiaduje się każdy 15 minut przed odjazdem - fajno, jest dreszczyk emocji;
- zdjęcie 27: mistrzowie reklamy, choć lekko rozjechanej;
- zdjęcie 28: tłumacząc na polski: rozjeb swoją karierę u nas (darmozjady.cz);
- zdjęcie 30: pomnik nieznanego Mercedesa;
- zdjęcie 31: akurat tą fotkę miałem już wrzucić wcześniej z adnotacją, że paliwa takie drogie w Polsce, ale nie chciałem już kopać ryżącego;
- zdjęcie 32: było tylu rodaków w Libercu (na EDA w Langen to chyba tylko my we dwoje reprezentowaliśmy Polskę), że wszystkie komunikaty były także w naszym języku;
- zdjęcie 33: szukaliśmy dość długo Maćka, ale bez powodzenia;
- zdjęcie 34: ileż można mieć przerw na donuta i kawę?;
- zdjęcie 35: czeski system antykoncepcyjny.
Slovana, niestety, nie widziałem w akcji, ale i tak bardziej kocham polskie kluby piłkarskie, że wymienię te moje najulubieńsze: Koronawirus Kielce, Skisła Kraków, Ospa Opole, Ssał Mielec, Nowotworów Częstochowa, Kał Krowi Kraków, Pleśń Poznań, Wiśta Wio Płock, Srał Stalowa Wola, Pieczyste Kraków, Śmieć Legnica, Puszcza Się Niepołomice, Kenkarta Poznań, Podbrzusze Bielsko-Biała, Swądecja Nowy Sącz , Klęska Wrocław, Ruchaj Chorzów, Dej Zabrze, Zadupie Lubin, Klechia Gdańsk, Szparka Gdynia i Dresovia Rzeszów. Ktoś by zapytał: to po chuj się tak męczysz z tymi wyjazdami, zamiast w domu siedzieć - no cóż, każdy ma jakąś pasję (czyt. [z hiszpańskiego] paschę) w życiu. Power Carnage I (zdjęcie 23) to osobna historia, mógłbym się o tym rozpisać wcale nie krócej niż teraz, ale nie wiem, czy mi się chce, w każdym razie (nie)pozdrawiam dwóch pijaczków, którzy wpadli do nas na występ i o mało co nie rozjebali sprzętu Sznura. No i na koniec, crème de la crème, dla tych co dotrwali. W wolnym czasie byłem na rozmowie kwalifikacyjnej o pracę, w renomowanej firmie międzynarodowej i trochę się załamałem po wyjściu, bo chyba oblałem testy. Mieli oddzwonić, a tu mija już trzecia godzina i cisza! A wywiad wyglądał mniej więcej tak (myślnik w środku to moja skromniuteńka osoba):
1) - Jaki byłby najlepszy tytuł horroru drobiowego?
- "O ja pierdolę, kogut w rosole!"
- Dobrze! Choć miałem na myśli tytuł: "Laleczka KurChucky".
2) - Jeśli Twój kolega jest wierzący, a jednocześnie uzależniony od hazardu i ciągle przegrywa, jak możemy się do niego zwrócić?
- ...
- Chyba Cię buk(macher) opuścił.
3) - Jak się nazywają marki Coco Chanel i Louis Vuitton dla ubogich?
- ...
- Coco Beszamel i Louis Bidon.
4) - Jak nazwiemy żula udającego Malika Montanę?
- ...
- Malik Metanol.
5) - Jak nazywa się mała małpka paląca papierosy?
- ...
- Kiepucynka.
6) - Jak na język polski przetłumaczyć muzyczny skrót EBM?
- ...
- Ewa Bem.
7) - Jaki jest ulubiony wykonawca muzyczny psów?
- ...
- Joe Cocker Spaniel.
8) - A ulubiony wykonawca muzyczny starszych osób?
- ...
- David Zbowied.
9) - Jak nazywa się najbardziej gówniany gatunek muzyczny?
- Disco Polo?
- Nie! Elektronikał.
10) - Jak nazywa się wyszukiwarka dla biedaków i bezrobotnych?
- ...
- Google MOPS.
11) - Jak nazywa się największy gangster sztucznej inteligencji?
- ...
- AI Capone.
12) - Jak powitasz koleżankę, która zaszła w niechcianą ciążę i Cię odwiedziła?
- ...
- Super, że wpadłaś.
13) - Jakie miasto słynie z operacji na napletku?
- ...
- Stulejówek.
14) - Jak potocznie nazywamy PornHuba czy Only Fansa?
- ...
- Przedsiębiorstwo wielobrandzlowe.
15) - Co oznacza skrót BHP?
- Teraz to ja już niczego nie jestem pewny…
- Bezpieczeństwo Hamuje Pracę.
16) - Jakie jest hasło przewodnie jednej z największych polskich radiostacji?
- ...
- Radio Zet i guz!
17) - Jak jest po angielsku spichlerz?
- ...
- Speechless.
18) - Jakby Skinny Puppy pochodzili z Indii, jak nazywałby się gatunek muzyczny, który by grali?
- I drone understand...
- Hindustrial.
19) - Jaka jest, potocznie, najbardziej popularna jednostka miary objętości w Polsce?
- ...
- "Chuja jest" i "w chuj jest".
20) - Jakby Janusz Kowalski posiadał konto, to w jakim banku?
- ...
- mdzBank.
21) - Co wyjdzie z połączenia refleksji i depresji?
- ...
- Represja.
22) - Jak nazywał się Red Bull we wschodnich Niemczech, jak jeszcze istniały?
- ...
- Enerdetyk.
23) - Jak nazywa się szampon narodowców?
- ...
- Nazioral.
24) - Jak nazywa się ugoda/porozumienie między końmi?
- ...
- Końpromis.
25) - Jak się nazywa kraj, który jest najbardziej do dupy?
- ...
- Asstonia.
26) - Jak się nazywa nowotwór Apple'a?
- ...
- iRak.
27) - Jak się nazywa "renomowany" żul spod spożywczaka?
- ...
- Meneldżer.
28) - Jeśli ktoś wyznaje zasadę, że seks tylko po ślubie, to co ma taka osoba zrobić na tinderze?
- ...
- Szukać jedynie mężatek.
29) - Jakby PornHub kręcił remake filmu „Sami Swoi”, to jaki byłby tam kultowy tekst?
- ...
- "Kargul, podejdź no do fiuta".
30) - Jak połączyć największy hit zespołu Wilki z największym hitem Jana Pawła II?
- ...
- "Barka miała fajny biust...".
31) - I, ostatnie, jak nazywa się żona blacharza?
- ...
- Blachara.
I tak to było, nie kłamię...
Oczywiście pozdrawiam wszystkich dobrych ludzi, których spotkałem w 2025 r. po raz pierwszy i tych, z którymi po raz n-ty mogłem pogadać. Peace!
ps.1: zespół Oberschlesien, wbrew nazwie, nie jest z Kielc!
ps.2: idealny rezerwowy wkład na Autoscopy, sprawdź to, Wojtek (zdjęcie 25)!
ps.3: i pamiętajcie, żeby się nie przejęzyczać na koncertach, jak mi się to kilka razy zdarzyło:
- jeszcze jeden -> zamiast: jeszcze jeden???
- napierdalać! -> zamiast: wypierdalać!
- [do wokalisty] pokaż dupę -> zamiast: pokaż dupę swojej matki.
- [do wokalistki] pokaż, na co Cię stać -> zamiast: pokaż cycki.
…i nie powtarzajmy stereotypu: gruby na bramkę, baba na bas!
ps.4: na koniec muszę się pochwalić swoją kolekcją (może się ktoś odnajdzie) wlepek koncertowych (i nie tylko) - brakuje już powoli miejsca w kiblu (zdjęcia 39, 40, 41, 42, 43 i 44);
ps.5: takie tam, jak zostaliśmy złapani w VooDoo (zdjęcie 45 i 46);
ps.6: 10.01.2026 w Krakowie start nowego sezonu koncertowego, yeah!


ARCHIWALNE NEWSY 2025
ARCHIWALNE NEWSY 2024
ARCHIWALNE NEWSY 2023
ARCHIWALNE NEWSY 2022
ARCHIWALNE NEWSY 2021
ARCHIWALNE NEWSY 2020
ARCHIWALNE NEWSY 2019
ARCHIWALNE NEWSY 2018
ARCHIWALNE NEWSY 2017
ARCHIWALNE NEWSY 2016
ARCHIWALNE NEWSY 2015
ARCHIWALNE NEWSY 2014
ARCHIWALNE NEWSY 2013
ARCHIWALNE NEWSY 2012
ARCHIWALNE NEWSY 2011
ARCHIWALNE NEWSY 2009
ARCHIWALNE NEWSY 2008