27.12.2014

Kilka zdjęć z koncertu Farben Lehre (19.12.2014) i konkurs! Pod tytułem:
Konkurs, jak jasna cholera
Nie pierdol, tylko znajdź Kera!

Do wygrania zepsuta maszyna do pisania...




22.12.2014

No i kolejna runda zakończona - znowu nie udało mi się zdobyć trofeum, ale następnym razem się postaram bardziej (choć co rundę tak pierdolę, a później walczę jedynie o miejsce na pudle). The Winner is Paweł Gajda, a co za tym idzie flaszka dobrego łyskacza leci do triumfatora. Swoją drogą ilość zdobytych punktów (69) to bardzo dobry, klasyczny i mile kojarzący się wynik :)

p.s. Korzystając z okazji, chciałem pozdrowić pierogi z mięsem i kapustą, które w ramach wigilyji skonsumowaliśmy dzisiaj w zakładzie pracy chronionej, czyli u nas ;)


20.12.2014

Ja to sobie tłumaczę tak: te wszystkie Beck'sy to rząd Kopacz, który trzeba jak najszybciej obalić! PRZEWRÓT GRUDNIOWY!


17.12.2014

Po niewypale z Tuff Enuff, rok się zakończy koncertowym przytupem z Projekt Punkiem, wraz z: Farben Lehre + The Analogs + OFFENSYWA! Punk's (chyba) Not Dead!


30.11.2014

No to się nakoncertowaliśmy wczoraj...


19.11.2014

29.11.2014 - koncert Tuff Enuff w Kielcach! Jedyny w Polsce, hehe. Jedziemy na cztery baty... To znaczy bilety ;)


29.10.2014

W kwestii ubioru na koncert - jestem już przygotowany!


p.s. ostatnio strona lekko padła - okazało się, że został przekroczony transfer (1GB), ale pomyłka została wyjaśniona, więc dementuje plotki, że to robota Ryszarda Nowaka, łowcy sekt ;)


28.10.2014

Koniec miesiąca zapowiada się bardzo ekscytująco. Do Polski na dwa koncerty wpada kanadyjska legenda electro-industrialu - Front Line Assembly. I właśnie na drugim, krakowskim, gigu się zjawię (wraz z, oczywiście, NINą)! Tyle lat czekałem, aby skompletować "bytność" na TOP-5 moich zespołów wszechczasów, tj. (kolejność czysto przypadkowa): Marilyn Manson, Ministry, Nine Inch Nails, Skinny Puppy i właśnie Front Line Assembly. Chyba po show FLA pora umierać, bo na jakiż koncert już wyczekiwać?

p.s. 29.11 Tuff Enuff w Kielcach!

http://nk.pl/#wydarzenia/916228
https://www.facebook.com/events/718918404846194/
http://www.lastfm.pl/event/3936035+Front+Line+Assembly+at+Kwadrat+on+31+October+2014


23.09.2014

Ależ piękny bojkot! Podziwiam nołlajfów zaangażowanych w tą szczytną akcję, żyjących od wyzwania do kontestacji! Się porobiło z tym Ciechanem... A jeszcze miesiąc temu udokumentowałem mini libację w Klubokawiarnia Komitet. No cóż, może warto byłoby pójść z pseudotolerancyjnym prądem i zwymiotować jeszcze jakieś resztki Ciechana, być może zalegające w trzewiach, przestać pić, podpisać klaużulę sumienia i dołączyć do Drużyny AA...

p.s. No, ale jak oglądałem ostatniego Tomasza Lisa, to się zastanawiałem, kto więcej oberwał po głowie w swoim życiu - bokser Michalczewski, czy posłanka Kempa. Chyba to drugie...

#fuckciechan
#loveciechan
#fucklove


18.09.2014

Jasiek Mela w najnowszym sezonie "Tańca z gwiazdami"! Myślałem, że się przewidziałem, ale, niestety, to prawda... Brzmi to tak abstrakcyjnie, groteskowo i niedorzecznie, jakby Stevie Wonder wziął udział w talent show "I Ty zostaniesz perfekcyjnym chirurgiem", albo jakby tegoroczny festiwal kultury żydowskiej nazwano "Swastyka 2014", a wzięli w nim udział hipsterscy juderzy w jarmułkach z daszkiem. Jasio znany jest przede wszystkim z tego, że jako 13-letni frajer, podczas burzy wjebał się do transformatora elektrycznego i jeszcze pchał paluchy w okolice przewodów elektrycznych (stąd się wzięło powiedzenie, ze Mela zdobył jako pierwszy człowiek dwa bieguny... jednocześnie). 13 lat miał wtedy! Niektórzy już w tym wieku są po inicjacji seksualnej ze swoim proboszczem lub nie żyją z powodu nominowania do Ajs Brykiet Czelendź (ABC) i wypierdolenia za dużej ilości opału na swoje puste łby, ale on w tym wieku nie wiedział, że nie należy tam włazić - uznał widocznie, że przetestuje jako pierwszy w Polsce gimbazowe YOLO śliniąc się na widok trupiej czachy na transformatorowni. Ale kasa z odszkodowania się zgodziła... Teraz ten kaleko-celebryta jest takim naszym Justinem Bieberem z alternatywną motoryką. Tylko czekać, aż zacznie ćpać i ruchać kozy, bo gwiazdą już jest nieziemską - ma m.in. na koncie film o sobie - sztampowe gówno, które nie wyciśnie nawet klocka z dupy, a co dopiero łez...

A wracając do "Tzg". Kolejny sezon żenujących wygibasów, "elokwentnych" wypowiedzi i kretyńskich zachowań uczestników, a w tle jęczące "gwiazdki", ile to godzin muszą jebać na treningach, jakby ktoś ich do tego zmuszał. I jak przy każdej edycji w tabloidach wielkie znaki zapytania: kto z kim się będzie pierdolił tudzież pieprzył? Dla Jaśka będę oglądał każdy odcinek w bezpośredniej retransmisji, a i pewnie na litości głosujących imbecyli dokuśtyka co najmniej do półfinału. Wyobrażam sobie, że aby podwyższyć oglądalność w 69. edycji polsatowskiego ścierwa 90% uczestników to będą niepełnosprawni fizycznie, umysłowo, chorzy i totalne fajfusy życiowe, ażeby gawiedź miłosiernie wysyłała hurtowo SMS-y na wszystkich naraz, byleby wszyscy byli wygrani w "Paratańcu z paragwiazdami" w Parapolsacie. Aczkolwiek w tym sezonie nowotwór Honey zbytnio się nie przydał, bo już odpadła. Widać rak jest już niemodny, mogła wzbudzić współczucie deklarując inne choroby, takie jak: ebola, mięśniak macicy, pochwica, rzucawka, czy inne skurcze Braxtona Hicksa. Niestety, nie pomyślała, co akurat nie dziwi... W następnych edycjach chętnie bym zobaczył innych gwiazdorów: księdza Lemańskiego, Janinę Ochojską, Rafalalę, Mariusza Trynkiewicza, Czesława Kiszczaka, Maćka z "Klanu", a przede wszystkim Nicka Vujicica, który dla poprawienia swoich notowań mógłby do wszystkich swoich nieszczęść dodać nieleczoną stopę cukrzycową...

ps. życiowe (do niedawna) motto Jana Meli: kto rano wstaje, temu pan bóg kule nosi!


18.09.2014

Psia mać! Chyba nadszedł czas, aby się zarejestrować na tym osobliwym portalu i sypnąć jakimiś żetonami, gdyż jedna z gwiazdeczek na showup.tv ma identyczny fotel jak ja (co widać go chociażby na zdjęciach z 03.08.2014)!


16.09.2014

Kolejna historia z Nowego Światu...


10.08.2014

09.08.2014: FV Party!



03.08.2014

02.08.2014: Dupa Mnie Boli Party!





03.08.2014

13.06.2014: Fuck Off Vodka Party!







07.07.2014

"Industrialny" artykuł z kwietniowego wydania czasopisma "Wnętrze I Ogród". Do pobrania/poczytania/obejrzenia tutaj.


01.07.2014

Jest piwko, jest zabawa (weekendowa) ;)


08.06.2014

"No i chuj, no i cześć" - tym cytatem z filmu "Pod Mocnym Aniołem" można by podsumować i pożegnać kolejną rundę pseudo legalnych zakładów na firmie. Po raz drugi z rzędu zwycięzcą okazał się Jacek (już bez "Pan", przynajmniej dla mnie), ale i ja byłem blisko - ostatecznie zająłem ex-aequo drugie miejsce z Pawłem. Wyniku Marka, przez wzgląd na jego wczorajszy ożenek, komentował nie będę :) Jak wskazuje tabela, walka toczyła się do ostatniej kolejki, gdzie Ci nieudolni kopacze sprawili mi totalny zawód, przez co nie zostałem po raz pierwszy laureatem - chociaż przez kilka kolejek zakładałem żółtą (od potu) koszulkę lidera.

p.s. Tak, ja prowadziłem dokumentację - a te mazy na tabeli nie świadczą, broń szatanie, o jakichkolwiek manipulacjach :)


08.06.2014

Dzisiaj mija właśnie 6 lat od powstania (pierwszego "newsa") strony. Nieźle jak na "bloga" :)


26.04.2014

27 kwietnia w Watykanie wielka uroczystość biesiadna - kanonizacja (między innymi) Jana Pawła II, zwanego papieżem. I to nie jest ponury żart kabaretu Limo. Nie wybieram się, nawet jakbym miał darmowy transport z szybkim i wściekłym Jackiem Kurskim oraz zapewniony nocleg w jednym łóżku z kapciowym, czyli Dziwiszem (może by mi ten stary, chytry i zachłanny cap opchnął jakieś relikwie lub zapiski po JPII). Ostatnio przez media przelewa się kanonizacyjna fala euforii a kto się nie da jej ponieść ten jest zakutym łbem, ateistycznym szkodnikiem. Miło mi, wolę być takowym, niż wychwalać Wojtyłę, jak to robi większość, znając go jedynie z "chwalebnych" czynów. Cóż, mistrzowski public relations to coś, co cechowało całą jego dyktaturę. Nie oczekuję cudów, że ktoś na chłodno podejdzie do jego pontyfikatu i zacznie się zastanawiać, że być może nie jest tak kolorowo, jak to jest bez przerwy powtarzane. Zaznaczyć muszę, że nie jestem (nie czuję się) chrześcijaninem (katolikiem), satanistą, czy innym ateistą - mam gdzieś wiarę w jakiegokolwiek boga, a w ostatnim przypadku: wiarę w niewiarę. Najbliżej mi do nihilisty religijnego, i powiedzmy, że z taką "łatką" czuję się najlepiej. Wojtyła naprawdę zasłużył sobie na bycie świętym, poważnie, bo w tej religii jest tyle irracjonalnych zdarzeń, postaw, nonsensów, błędów logicznych i totalnej fantasmagorii, że kolejne dziwactwo pasuje do niego jak ulał. Tak, już niedługo będzie święty, już tam na górze się nie może doczekać, żeby po tym zapewne żenującym watykańskim spektaklu mógł zmienić ciapcie na kolor bardziej szykowny i przenieść się na chmurkę wyżej. A jego zasługi? Nie do przecenienia! Przyjaciel Augusto Pinocheta, popierający jego reżim; fałszywy ekumenista; religijny fundamentalista; twórca kilkunastu encyklik - mix wodolejstwa, radosnej twórczości i niezrozumiałego bełkotu; bałwochwalca; "wielki teolog"; "wielki myśliciel"; największy chrześcijanin w kretyńskiej czapeczce całujący Koran; człowiek odmawiający audiencji drugim żonom przywódców państw czy też szefom rządu gdy po rozwodzie zawarli ponownie związek małżeński. W wolnych chwilach faworyzował opus dei, miał skandaliczny stosunek do środków antykoncepcyjnych, zapłodnienia in vitro, aborcji (vide: zgwałcone kobiety na terenie byłej Jugosławii) i przyzwalał na gigantyczne przekręty w banku watykańskim i, co chyba najważniejsze, za jego kadencji pedofilia wśród jego ziomali w sukienkach osiągnęła takie apogeum, że już się nie dało tego dłużej tuszować i zamiatać pod dywan (ani innych przestępstw seksualnych w kościołach na całym świecie; szambo wybiło w tym burdelu dość obficie). Wszystko według zasady: nic nie widziałem, nic nie słyszałem, a Marciala Maciela Degollado jak syna pokochałem. Był przeciwny stawianiu sobie pomników, ale jak już jakiś powstał, to z tego powodu jakoś się nie pieklił. No i ten "cud", który został wyciągnięty jak królik z kapelusza. Już prędzej uwierzę, że w piekle smok wawelski ogrywa w szachy potwora z Loch Ness. Na świecie jednak są dwa rodzaje ludzi: ci, którzy wierzą w ewolucję i ci, których ona ominęła. Za Joanną Senyszyn można tylko napisać, że z JPII kojarzą się dwa cudy: pierwszy to kultowe już "uzdrowienie", a drugi - uznanie tego faktu za cud. Jerzy Urban doskonale podsumował: "Wojtyła zostanie w pamięci zdecydowanej większości Polaków jako ten Polak, który zrobił największą karierę światową." Tak, słowo "kariera" jest tutaj słowem-kluczem w tym przedsiębiorstwie, jakim jest Watykan Spółkowanie z o.o.

Na koniec chciałbym pozdrowić z tej okazji wszystkich, którzy beznamiętnie i bezrefleksyjnie (a nierzadko bezmyślnie) podchodzą do tej jakże nie świętej postaci.

SANTO SODOMITO!
AMEN!

p.s. Kto normalny po maturze zapierdala na kremówki?


17.04.2014

13.04.2014, Klub Kwadrat, Kraków: Prong, Tommy, NINa i ja!


06.04.2014

W programie "Dziś Wieczorem" (06.04.2014) gościem był Tomasz Adamek, który ostatnio oberwał niezły wpierdol od Głazkowa i praktycznie zakończyła się jego poważna kariera bokserska - teraz pora co najwyżej na Wawrzyka, Sosnowskiego czy Najmana. Tomek poszedł jednak za ciosem i będąc jeszcze otumaniony po ostatniej przegranej wystartuje do europarlamentu z list Solidarnej Polski. Na tą okazję wpadł do studia TVP Info odjebany, jak Jehowy na pukanie, a następnie przepytany został przez Beatę Tadlę:

- (...) Będziemy (wraz ze Zbyszkiem Ziobro - przyp. Keru) robić porządek w Polsce.

- Na czym będzie polegał porządek według Tomasza Adamka?
- Każdy wie, że jestem katolikiem i przyznaję się do pana boga, więc (...) będę bronił wiary. (...) Wiemy, że dzisiaj jest moda nie wierzyć, odchodzić od pana boga, więc ja będę bronił boga, będę bronił chrześcijaństwa, którego nasz kraj chce zatracić. Europa przede wszystkim, bo widzimy co się dzieje, dzisiaj jest moda na aborcję - to nie jest boże, więc będę twardo stał za tym i to są tematy, które mnie interesują. (...) Jeżeli nie będziemy o to walczyć, to będziemy, nie wiem, zabijać dzieci w, którym, 7, 8, 9 miesiącu, bo takie są, słyszałem, możliwości, że to jest zabijanie dzieci. Kto zabija dzieci nie ma błogosławieństwa dla takiego kraju, dla takiego państwa, a więc ja jestem jako katolik, wchodzę i będę tutaj stał za tym twardo. (...) Nie możemy dopuszczać, by w Polsce była aborcja, czy małżeństwa homoseksualne, które chcą wychowywać dzieci - to jest wypaczenie, to jest wbrew prawu bożemu. (...) Ja bronię praw bożych, jestem katolikiem, przyznaję się do pana Jezusa, piąte to nie zabijaj...

- A co w programie Solidarnej Polski jest dla pana najważniejsze, co powinno być w parlamencie europejskim realizowane?
- Ochrona życia. (...) Jeżeli będziemy zabijać, nie ma przyszłości dla takiego kraju, więc trzeba twardo za tym stać i mówię: mężczyzna i kobieta - prawo boże. Chronić kościół katolicki, który jest też dzisiaj, w Polsce deptany, więc ja twardo za nimi stoję i dlatego tu jestem. (...) Akurat sprawy kościoła znam, bo każdy o tym wie z Polaków, że jestem katolikiem i praktykującym.

- Czyli pana zdaniem w Polsce powinien obowiązywać całkowity zakaz aborcji.
- 100 procent! Wie pani co, jeżeli, mówię, jest zabijane nienarodzone dziecko to ten kraj nie ma przyszłości. Jeżeli do tego dopuścimy, nie będziemy istnieć. Dlatego będę za tym twardo stał, dlatego idę do polityki. (...) Nie wolno atakować kościoła, Platforma atakuje kościół.

- A kto jest pana idolem politycznym, albo kogo uważa pan w Polsce za męża stanu?
- Ja kocham pana Jezusa i on jest moim panem!

Tyle Tomasz z Matplanety i jego bełkotliwe twarde stanie. Chciałoby się jedynie krzyknąć: "Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem, wygraliście bitwę z HIV-em, przegraliście wojnę z rakiem!".


30.03.2014

Z Władimirem Władimirowiczem nie ma żartów...


10.03.2014

Nowy Świat pięknieje...


05.03.2014

Siedlce, miasto cudaczne :D


05.03.2014

A na mojej ulicy bez (pozytywnych) zmian ;) Dialog, który mógł mieć miejsce także na NŚ:
- Nienawidzę mojej żony, a ona nienawidzi mnie!
- A dzieci?
- To jedyne co nas łączy... oboje ich nienawidzimy!
---
skan z Echa Dnia (04.03.2014 r.)


08.02.2014

Pazurów totalnie pojebało (czytaj: popierdoliło). Po rynsztokowych wynurzeniach Czarka (rzekomo prześladowanego za wiarę), bohatera pornoszantażu, afery garnkowej i zainwestowania niemałych pieniędzy w Edytkę, do ofensywy medialnej przystąpił jego młodszy brat, Radek. Na łamach óltra-prawicowego "wSieci" (aktualny numer: 6/2014) Radosław Pazura w wywiadzie z Dorotą Łosiewicz nie pozostawia żadnych wątpliwości: "W 2003 r. miałem wypadek. Zginął mój kolega, a ja cudem przeżyłem. I ten wypadek okazał się wielką łaską, darem, szczęściem." (...) "Bóg mnie ocalił, a potem było wiele podpowiedzi, czytelnych znaków. Tylko Bóg już wiedział, że po tym wypadku poradzę sobie z ich odczytaniem. Tak było np. z niby-przypadkowym spotkaniem w szpitalu siostry Grażyny, klaryski, która została mi tak naprawdę zesłana. W jej krokach, które usłyszałem wiele lat temu za plecami, dziś słyszę kroki samego Jezusa. Cały czas mam ten dźwięk w uszach." (...) "Kiedy usłyszała [Dorota Chotecka-Pazura, żona Radka - przyp. Keru], że jestem w stanie krytycznym, że trzeba powiadomić rodzinę, bo prawdopodobnie z tego nie wyjdę, zamknęła się w jakimś pokoiku szpitala i rozmawiała z Panem Bogiem." (...) "Wszystko oddałem w ręce Boga, także swoją zawodową karierę. Modlę się, żeby ona miała taki wymiar i przebieg jak On chce." (...) "Dziś nie widzę sensu w samym dążeniu do zdobycia Oscara, jednak jeśliby to miało Bogu do czegoś posłużyć, w porządku. Jeśli uzna, że jestem gotowy wieść życie Boże poprzez wykonywanie mojego zawodu, wówczas da mi karierę i triumfy. Jeśli nie, to nie. Ja jestem tylko narzędziem." (...) "Z wiarą i nadzieją chciałbym pobudzić ludzi związanych z mediami, z show-biznesem, ludzi wyznających chrześcijańską antropologię, byśmy się obudzili i zaczęli myśleć o tworzeniu rzeczy, które będą działały na chwałę Pana i dla wspólnego dobra. Noszę się z zamiarem założenia wytwórni filmów pozytywnych. I apeluję stąd do wszystkich wspaniałych twórców: aktorów, scenarzystów, kompozytorów, reżyserów, jakim nie są obce wartości chrześcijańskie, byśmy mogli stworzyć swoje przedsięwzięcia, dzieła, filmy, programy, które będą mogły szerzyć te wartości, które będą pokazywać dobro i dążyć do niego. A przy tym będą ciekawe, będą się świetnie sprzedawały i zbierały nagrody. A jeśli pojawiłyby się jakieś problemy, np. kina nie będą chciały tych tytułów pokazywać, to stworzymy własną sieć kin. To można zrobić. Mamy takie czasy, że takie rzeczy zaczynają się dziać. Siła jest w Kościele, ale siła jest również we wspólnocie ludzi, którzy chcą działać na rzecz dobra i na chwałę Bożą."

Radek poszedł grubo, zdecydowanie przedawkował różaniec! Aż sobie spojrzałem na FilmWeb, jak tam się toczy kariera mojego bohatera. No lipa straszna - w ostatnich czterech latach tylko dwie polskie megaprodukcje: "Weekend" i "Sęp". Czyżby nikt nie chciał zatrudnić kolesia oficjalnie wielbiącego chrześcijańską sektę? Toż to jawne prześladowanie za wiarę! Nawet Antoni Krauze nie obsadził go, choćby w roli brzozy, w swoim melodramacie karate "Smoleńsk". Może wraz z bratem nakręcą film instruktażowy dla zdunów - remake "U Pana Boga Za Piecem", aczkolwiek w Tworkach poszukują dublera samego Napoleona! Niech mu droga krzyżowa lekką będzie!

p.s. JESUS LOVES YOU(r cash)


06.02.2014

Ciekawe zestawienie gabarytowe celebrytów z jednego z "poczytnych" tabloidów.





21.01.2014

Od dwóch dni (słownie: 3) w Kielcach trwają "Mistrzostwa Regionu W Utrzymywaniu Równowagi" (w skrócie "Mr. Wur"). Ktoś by pomyślał, że zdobyć tytuł to bułka z chlebem, ale gdy wszystko jest tak oblodzone, że jedynym miejscem, gdzie tego śliskiego skurwysyństwa nie ma jest lodówka Icemana, to nie taka prosta sprawa. Jak co dzień we wtorek muszę dymać na przystanek autobusowy, aby dowlec się (dosłownie i w przenośni) na miejsce kaźni - do pracy w kołchozie! W tym jebanym igloobusie jest tak zimno, że wszy u większości pasażerów się same iskają, a sam czuję taki komfort jak kurwa w deszcz. No właśnie, różnej maści żule się kręcą w tę i we w tę po aucie, których sobie podzieliłem na trzy kategorie. Pierwsza to żul typowy, wręcz nijaki, przysypiający w kąciku, przejeżdżający dzień w dzień swój przystanek, popierdzający sobie z lekka, nie wadzi nikomu. Drugą kategorią jest posępny żul-mocznik, nierzadko zalany w trupa jak kubek Knorra. Często awanturujący się o byle co, cuchnący niezmienioną odzieżą od czasów Gomułki oraz miksem moczu ze szczynami. W każdym autobusie powinien być zamontowany urynotest na obecność moczu we krwi (przekroczony próg dopuszczalności - nie wsiadasz), to może takowi by popierdalali piechotą na budowę, a nie zajmowali ciągle te same miejsca z napisem "tu wolno walić konia". Ale dzisiaj dodałem nową kategorię - kiełbasożuł (wurstomenel)! Koleś ubrany jak typowy łapserdak spod pierwszego lepszego sklepu ogólnoetylowego, który nawet do prysznica nie zdejmuje gumofilców, wydzielający odór dopiero co spożytej, acz nie do końca przetrawionej, kiełbasy (zapewne z przedwczorajszą pajdą chlebka ze smalczykiem wyciśniętym z czyraka). Cztery przystanki kupował ów jegomość bilet w automacie i chyba się udało - może wreszcie dostrzegł, że zamiast monet wrzucał kapsle z cytrynówki. Taki oto człowiek, może już na wymarciu, drugi dzień mi towarzyszy w podróży w nieznane, bo w tym tygodniu moją kochaną inaczej 12-tką jadę z dupą na ramieniu - jak trafię do miejsca przeznaczenia (nawet z pięciogodzinnym spóźnieniem) uznam to za cud, który zadedykuję Don Carlo Wojtyle. Dzisiaj zamknąłem oczy i... popłynąłem, rozmyślając o kiełbasożulu (zaimponował mi jego wygląd: czarne, długie kręcone zęby i rzęsy zaczesane na plecy), który wydał mi się na takiego, co to łamie wszystkie zasady człowieczeństwa: "rzuciłem piwo, palenie i masturbację, no i było to najgorsze 15 minut w moim życiu". Jego dzieciństwo na pewno było traumą, gdyż na nocnik musiał się wspinać po drabinie. Wiedzę zdobywał z kaprawego elementarza, gdzie bohaterką była Ala i jej ass, a kwestią sporną: co było pierwsze - jajko czy kurwa. Mieszkając na wsi, mając za proboszcza zesłańca z Dominikany, ów księżulo (zbieżność żuli przypadkowa) nucił mu do ucha: "ach śpij, kochanie, jak mi stanie, to będzie dymanie". Starsza siostra co i rusz zaśpiewywała się: "zabiorę brata na koniec świata, tam spędzi chwilę z pedofilem..." i bawiła się barbieturanami. Przeprawy miał także z rówieśnikami, którzy mieli bardzo wyszukane zabawy: zamiast ciągnąć zapałki ciągnęli druty, a Heniu (tak nazwałem mojego bohatera opierającego swój fioletowy nochal na kasowniku) pewnie był wyszydzany w stylu: Heniutek, Heniutek - dwa kutaski, jeden sutek; albo: ele mele dudki, Heniek ma trzy sutki; lub: Heńka zbiła katechetka za stwierdzony brak napletka; czy też: ene, due, ave, Heniek na Konklawe. Ciągnęły się za nim obraźliwe inwektywy typu: twój ojciec chujem pierdzi; lub: twoja matka z przyzwyczajenia woła na ciebie "ahoj, marynarzu"; albo, najgorsze z serii: byłbym twoim ojcem, ale mnie pies na schodach wyprzedził. W domu nie było lepiej. Zamiast ogniska domowego - ognisko zapalne. Pamięć o swoich siostrach zawarł w jednym zdaniu: każda sobie dziecko skrobie. Ojca znał jedynie z widzenia (w więzieniu), a z ojczymem utrzymywał słaby kontakt, oprócz jednego "incydentu", gdy schylił się po mydło, a ojczym dopiął swego. No i ciągle był wyznaczany na ochotnika... Ten czystej krwi mulat dorastał w niewyobrażalnej patologii. Dorastanie i lata młodzieńczego buntu pacyfikowane były przez wujka z ubecji (obecnie pracującego w banku WBK - czytaj: wUBEKA). Przy okazji warto wspomnieć o stryjence - największej dilerce we wsi, która zawsze na powitanie strzelała go z liścia w tył głowy z filuternym okrzykiem: "what's up, drug?" Miała trzy motta życiowe: 1. od kiedy mam herę nie ma dla mnie spraw nie do załatwienia, 2. wszyscy mają HIV, mam i ja!, 3. sex, drugs & other fags. Jej trzecim mężem był były członek zespołu Macierewicza, o którym aktualnie śpiewano taką oto pieśń: ludzie zejdźcie z drogi, bo listonosz jedzie... już czwarty dzień na cracku! Cóż, co kraj to inny haj. Jego zainteresowania muzyczne skupiały się na satanistyczno-oazowych (Anton Szambo LaVey rządzi w niebie!) kapelach pokroju: Die Fantastischen Bier, Dr. Dres, Too Fuck Shakur, Nine Inch Gays, Lump Bizkit, Skunk Analsie, a ulubioną piosenką, którą sobie nuci do dzisiaj kupując bilet jest kawałek Type O Negative - Everything Dres. W wieku 15 lat sam już decydował o swoim życiu - jeśli nie Oxford to... Tworki. I wykrakał. Doprawdy, śnięte słowa! Po wyrobieniu papierów w kolorze RAL 1000, ruszył na podboje miłosne, gdyż uważał, że do zakochania jedno krocze. Pił już wtedy strasznie i wszystko (jego motto: sen wzmacnia, wódka usypia, wniosek - wódka wzmacnia). Najbardziej smakowała mu kałużanka z Castrolem. Podczas jednej takiej imprezy, w nocy z wtorku na piątek miał pierwsze alkoholowe drgawki. Wtedy doszedł do wniosku, że jako tancerz breakdance może zrobić furorę w "Mam Talent I Mendy". Był też przez chwilę żonaty (poznali się nieszczególnie, jak Heniu będąc na bombie zwrócił się w jej stronę: nie wygląda pani na kobietę, chyba, że pani zgoli brodę, wąsy i zapuści piersi), ale już jako eks-żona żaliła się dookoła, że nikt się nie chce z nią kochać bo Heniek rozpowiada, że zmieniła płeć. No cóż, Henryk był przystępny jak cena za kalesony, a poza tym lubił już wtedy eksperymentować z tą samą płcią, więc został policyjnym donosicielem, kierując się starą maksymą: chuj w dupę temu, co sprzyja dzielnicowemu. Więc tak sobie zmyślnie wykombinował, jak się cieszyć gejowskim wzięciem… Pozostając bez pracy, zapisał się do związku bezrobotnych, gdzie składka miesięczna wynosiła 500 PLN, co spowodowało brak funduszy na codzienny kieliszek chleba. Tak więc z uwagą będę obserwował mojego bohatera, którego zaczepił dzisiaj żul drugiej kategorii - prykawka: "Heniu, co ty wiesz o pierdzeniu?". Może to urok, może to burok.

Dobra, spadam, bo muszę poprzewijać płytki DVD.

Pisał dla Was - Mariusz Max Trynkiewicz, mówię jak jest!

p.s. wszystko to wina Tuska i wódki Bińkowskiej, bo po winie cnota ginie, po wódce wraca wkrótce. Sorry, taki chuj!


07.01.2014

WESOŁA NOWINA! W kwietniu koncert Pronga w Krakowie, więc i ja się tam zjawię w doborowym towarzystwie NINy - oj, będzie się działo!


05/07.01.2014
Na początku był chaos. Później pojawił się "Chaos A.D." Sepultury. Natomiast 2 listopada 1998 r. zadebiutowała w sieci moja autorska strona - nieoficjalny serwis o zespole Marilyn Manson - TIME FOR CAKE AND SODOMY. Niedawno minęło od tego wydarzenia 15 lat! Szmat czasu! Historia i wspomnienia, które nigdy nie zostaną zatarte w pamięci. Człowiek wtedy był młody i głupi (dla równowagi teraz jestem stary i jeszcze głupszy i narzekam na ból stawów i jezior). Przez ponad 3 lata istnienia serwisu poznałem wiele fantastycznych osób, z niektórymi się zaprzyjaźniłem, a z niektórymi kobietami... nawet bardzo (żadna mi nie odmówiła, bo... żadnej nie pytałem; cóż, serce nie szluga)! Po dziś dzień utrzymuję kontakt z osobami poznanymi właśnie dzięki tej stronce.

Z racji tej okrągłej rocznicy postanowiłem ponownie wrzucić całą stronkę o MM do Internetu, w takiej postaci, w jakiej znikała z sieci w grudniu 2001 r. (nie wspominając o późniejszych jej mutacjach, ani o bliźniaczej stronce hien cmentarnych - ciszej nad tą trumną!). Do zakończenia jej działalności przyczyniły się w sumie trzy rzeczy. Pierwsza, to danie za wygraną z miejscem w necie. Na przełomie wieków niełatwo - choćby w porównaniu z dzisiejszymi czasami - było znaleźć w miarę szybkie i nieawaryjne miejsce w necie, ażeby całą stronę wrzucić w jedno tylko miejsce, a nie tworzyć setki kont na darmowych serwerach (polbox, viper, pnet, etc.), żeby to miało ręce i nogi i później się nie kaszaniło. Owszem, miałem wiele propozycji współpracy, ale w sumie wszystkie koncentrowały się na tym, że moja strona miała służyć jako szyld reklamowy lub oddawać na każdym kroku hołd komuś, kto wygospodarował miejsce dla niej. Drugą przyczyną był jebany wirus w kafejce internetowej, który spustoszył mi dysk z tzw. jotpegów (dlatego też wersja wrzucona dzisiaj strony jest poważnie okrojona o te pliki graficzne - tekst jest w 100% taki, jaki był przed closedem). Ostatnią przyczyną było to, co robił sam Manson i jego "fani". Dramatycznie się obniżył wiek przeciętnego fana i ta tendencja się zaczynała utrzymywać. Doszło do tego, że co poniektórzy, wiedząc o różnicy wieku między mną, a nim/nią, pisali do mnie "per Pan", co wyglądało dosyć komicznie. No i zazwyczaj była to strasznie męcząca gównażeria, z którą można było co najwyżej wymienić zdawkowe pierdol się, a rozmowa wyglądała jak dialog dwóch łysych o nowych żelach do włosów. Ponadto to, co Manson zaczął tworzyć (i do dzisiaj to robi) przelało czarę goryczy. Choć nie przeczę, na każdy koncert Mansona w Polsce wybiorę się z nieskrywaną radością. Gdy zaczynałem, w 1998 roku, była straszna polska posucha informacyjna o Mansonie, więc zakasałem rękawy i wziąłem się solidnie do roboty. Nie chcąc się zbytnio chwalić, ale pod względem merytorycznym był to niedościgły kosmos we wszechświecie (all the whoreld)! Kwestia graficzna strony pozostawiała wiele do życzenia przez te lata, ale chyba nie o to chodzi, żeby zamienić ją w reklamę Polifarbu Cieszyn, i żeby się wszystko migotało i ruszało. Po daniu sobie siana ze stroną jakoś wielkiego kaca nie miałem, gdyż w tym czasie już działała stronka (później nawet będąca oficjalną polską) Jeordiego i Gayi - fantastyczna robota! Pustki w polskiej sieci dot. MM nie zostawiłem...

Nawet nie chciało mi się teraz czytać czegokolwiek, co wtedy wypisywałem (będzie na to jeszcze czas), szczególnie w "newsach", do których podchodziłem z przymrużeniem oka. Takie czasy, byłem o te 15 lat młodszy, więc mogę się tym wytłumaczyć. Nawet był chat! Co prawda, gdy nie było nad nim bata (czyli mnie - administratora), było totalne rozpasanie, ale coś się zawsze działo... Ogólnie działy były pierwszorzędne - "lista fanatyków" - ktoś, kto się na niej znalazł, żyje jeszcze i się nie wstydzi? ;)

W tamtych czasach Internet w Polsce dopiero raczkował, nie to, co teraz. Człowiek był zdany na modem telefoniczny (słynny licznik impulsów; z ciekawostek: od nagminnego korzystania wtedy z netu, z nieswojego modemu - Vorgira - coś się w nim przepaliło, a że to nie była tania rzecz ten modem, to pewnie kolega do dzisiaj jest o to wkurwiony, bo nie dość, że zhajcowałem mu modem, to do tej pory [chyba na pewno] nie zrekompensowałem mu tejże straty) o zatrważającej prędkości ściągania i wysyłania danych (tepsa - to ludzka rzecz okradać). Dlatego też korzystałem z kafejek internetowych, a w szczególności jednej, gdzie przeputałem tam pewnie w chuj milionów pesos, jakby to teraz zliczyć. Aspekt finansowy nigdy nie był najważniejszy - z prowadzenia serwisu nie miałem nawet złotówki, a to ja musiałem dokładać, ażeby to wszystko miało ręce i nogi (bo przecież chujni nie będę firmował swoją ksywą). Z tą kafejką internetową to były jaja - przeważnie przychodziło się na godzinę 22.00 i siedziało do 6.00 rano (aż się dorobiło ideologiczne powiedzonko: dzień, jak co noc). Nie dość, że było najtaniej, to na dodatek nie szwendały się podchmielone dzieciaki, a i nierzadko na takich nocnych eskapadach wypiło się to i owo, ale też i obsługujący kafejkę zapadali w alkoholowy letarg na takich nockach (słynny pif-paw). Szalone czasy, do których z uśmiechem na ustach zawsze będę wracał.

Stronę prowadziłem tylko ja, choć wiele osób chciało wtedy figurować jako tworzący ten site i się pod niego podpiąć. Dzisiaj w modzie jest bycie adminem na czymkolwiek na fejsie. No i posiadanie aska. Co trzeba być za totalnym pustym gimbazowym zjebem, żeby coś takiego mieć! Niektórzy mi zarzucali, że przy dobieraniu adresu stronki (industrial.prv.pl) trochę się zagalopowałem - bo gdzie tam Manson i industrial. No cóż, może to i prawda, ale "Antichrist Superstar" nagrany pod kierownictwem Trenta Reznora to była esencja industrialu (czy też rocka/metalu indu), a ja na długo przed (i do teraz) słuchałem tego najpiękniejszego gatunku muzycznego, jakim jest INDUSTRIAL! I co by pod niego nie podpiąć, czy to Depeche Mode, czy to Rammstein, czy to Agressiva 69 lub Merzbow, to nadal będzie to najbardziej płodny i wybitny nurt muzyczny. I jeszcze jedno zdanie wyjaśniające powstanie mojego nicka - Keruleta. Żadna tajemnica to nigdy nie była, powstał on od węgierskiego klubu piłkarskiego - III. Kerület TVE Budapest, co można go sobie łatwo wyguglować lub znaleźć też na FB. Co do mutacji mojego nicka, to Kerulet MF było od MotherFucker (a nie od Ministerstwa Finansów), a czasami drugi człon, czyli Lingosławski, przeze mnie używany... nie mam pojęcia skąd go wytrzasnąłem!

Zawsze mnie śmieszyła ta nagonka na Mansona (i te legendarne plotki, m.in. o graniu Paula Pffeifera w "Cudownych Latach") i nie raz dawano mi do zrozumienia, żebym sobie odpuścił stronę, bo... I tu następował potok bluzgów ("ja ci kurwa poklnę jebany, wulgarny, skurwysynu") jakże miłosiernych katolickich owieczek. Cóż, zawsze się znajdzie jakiś Ryszard Nowak - zacofani są wśród nas. Jedyne co mogę polecić na taki stan umysłu to tabletki z odwróconym krzyżykiem.

Nie, nie piszę tego wszystkiego, bo zdiagnozowali u mnie raka (którego sobie tradycyjnie życzyliśmy przy wigilijnym opłatku) i mam jeszcze 666 godzin życia. Co najwyżej boli mnie noga, bo mi na nią spadł kamień z serca. Nie piszę także dlatego, że opuszczam ryjksiążkę - co to, to nie! Po prostu miałem już to popełnić w listopadzie, ale nie było czasu, więc teraz to robię, czekając na księdza po kolędzie ubrany w dres. A może być grubo (i nie chodzi mi tu o gabaryt koperty), ciekawe kogo wyślą z anarchidiecezji kuriozalnej. W razie czego jestem przygotowany na test:
- Wymień jeden z sakramentów.
- Sacramento Kings!

Dlatego pozdrawiam wszystkich! Cała przyjemność po mojej stronie... internetowej ;)

http://kerulet.pl/manson/

p.s. dwa powiedzonka z "brudnego" okresu, które mi utkwiły szczególnie w pamięci:
- jestem głupi, mam pierdolca, w uchu kolczyk, w dupie stolca!
- brudna dupa, brudna szyja, chodź tu kurwo dam ci w ryja!
---
UPDATE (07.01.2014):
Siłą rozpędu wrzuciłem także szczątki dwóch innych stron (hieny cmentarne i industrial 2). Obydwie wiekowe, obydwie niekompletne i obydwie dostępne pod linkiem w górnym menu - ARCHIWUM.

ARCHIWALNE NEWSY 2017
ARCHIWALNE NEWSY 2016
ARCHIWALNE NEWSY 2015
ARCHIWALNE NEWSY 2013
ARCHIWALNE NEWSY 2012
ARCHIWALNE NEWSY 2011
ARCHIWALNE NEWSY 2010
ARCHIWALNE NEWSY 2009
ARCHIWALNE NEWSY 2008